Współczesna Literatura Rosyjska Tom 1 do 15 - Praca Zbiorowa
Tygodnik Polityka przedstawia kolekcję książek pod wspólnym tytułem "Współczesna literatura rosyjska". Zapraszamy w literacką podróż po dwudziestowiecznej Rosji: od schyłku caratu, poprzez rewolucję październikową, okres NEP-u, czasy II wojny światowej i zimnowojennej potęgi Związku Radzieckiego, aż po okres pierestrojki i czasy współczesne. Na tle burzliwej historii Rosji poznamy indywidualne, często tragiczne, losy literackich bohaterów. Dzięki lekturze książek z kolekcji postrzeganie naszych sąsiadów nabierze nowych znaczeń i wymiarów, a nasza wiedza o Rosji poszerzy się o literacką perspektywę.
1. Aleksander Sołżenicyn „Jeden dzień Iwana Denisowicza”, 2010 r. 111 s Książka opisuje jeden dzień więźnia sowieckiego łagru, Iwana Denisowicza Szuchowa i jest pierwszym utworem laureata literackiej Nagrody Nobla. Po opublikowaniu tytuł ten przyniósł autorowi międzynarodowy rozgłos. Przez 25 lat obowiązywał w Polsce zakaz jego drukowania. Oparta na wątkach autobiograficznych opowieść w realistyczny sposób odtwarza losy zwykłego człowieka zesłanego do gułagu.
2. Izaak Babel „Armia Konna i inne utwory”, 2010 r. 340 s Opowiadania Izaaka Babla ( w wyborze i tłumaczeniu Jerzego Pomianowskiego) są jedyne w swoim rodzaju za sprawą tego, co opisują: egzotyczny świat zamożnych odeskich Żydów oraz lustrzane względem polskiego doświadczenie wojny 1920 roku. Od klimatów trochę jak z „Ziemi obiecanej” (aksamitne jarmułki i kamień pogromów), przez kurz i szrapnele starć pod Beresteczkiem i Zamościem, trafiamy znów do Odessy, gdzie króluje romantyczny gangster, Benia Krzyk. Opowiadania te są niepowtarzalne również za sprawą sposobu, w jaki opisują cwaniaków, Kozaków i kokoty. Te teksty nie pozostawiają żadnych złudzeń w kwestii okrucieństwa świata, a zarazem przepełnione są bezradną litością. Zdarzały się w literaturze XX wieku teksty równie, a pewnie i bardziej brutalne. Ale to zachłyśnięcie się krwawą prawdą życia – gwałty krasnoarmiejców, dobijanie rannych przez polskie i sowieckie zagony, brukowana dżungla odeskiej Mołdawanki – i współczucie dla wszystkich, którzy ranią i są ranieni, jest jedyne w swoim rodzaju, niczym pocałunek i policzek doświadczone w tej samej chwili.
3. Arkadij i Borys Strugaccy „Ślimak na zboczu”, 2010 r. 192 s "Ślimak na zboczu" to najbardziej ambitna chyba powieść braci Strugackich - i jedna z najmniej optymistycznych. Nic dziwnego, że po opublikowaniu dwóch fragmentów pod koniec lat 60. na dwadzieścia lat trafiła do szuflad. Jest to jedna z tych powieści, które wciągają czytelnika niedopowiedzeniem. Las, po którym wędruje Kandyd, i "Zarząd do spraw Lasu", przez który toruje sobie drogę Pierec, stanowią dwie odmiany niepojętej, obcej rzeczywistości, w której nie istnieje coś takiego jak związki przyczynowo-skutkowe. W świecie Lasu zawieszone zostały elementarne prawa fizyki, w świecie Zarządu -prawdopodobieństwo psychologiczne. Oba światy zdają się pokrewne dwóm rzeczywistościom wykreowanym przez najwybitniejszego polskiego autora SF, Stanisława Lema. Zarząd do Spraw Lasu, groteskowy i diabelski, mógłby być przedmiotem eksploracji narratora "Pamiętnika znalezionego w wannie", choć niektóre jego rysy niewątpliwie pochodzą z kart "Procesu" Kafki czy "Diaboliady" Bułhakowa. I choć to po Lesie krążą buchające parą martwiaki, nad nieprzebytymi bagnami kołyszą się tam opalizujące liliowo, parzące grona, a przedmioty, które pojawiły się w złych snach, nazajutrz, na jawie trafiają do rąk bohaterów - większą zgrozą przejmuje Zarząd, instytucja wszechmocna, arbitralna i niepojęta, wydobywająca z ludzi całą małość, jaka się w nich kryje.
4. Władimir Sorokin „Kolejka”, 2010 r. 198 s Coś rzucili – i na jednej z pryncypalnych moskiewskich ulic zaczyna się formować kolejka. Początkowo, jak wszystkie, zawęźlona i chaotyczna, obrasta w listę społeczną – i stoi, stoi, stoi, godzinę, dwie, pięć; dzień, potem noc, potem drugi dzień. Za czym? Do końca nie wiadomo, ale kolejkowiczom nie wydaje się to przeszkadzać. Stojący ludzie – osobni, a zarazem powiązani, niczym komórki grzybni – przysypiają, karcą dzieci, romansują, piją, plotkują, wspominają porządki, jakie były dawniej – krótko mówiąc, gadają, ujawniając całe zmęczenie, szarość, pospolitość i brak perspektyw, jakimi charakteryzowało się życie w ZSRR za średniego Breżniewa. Odcedzona do dwustu stron druku, ta relacja jest bodaj najsilniejszym oskarżeniem, jakie można było postawić bezzębnemu już i powątpiewającemu we własne siły imperium. Kolejka to motyw, który literatura powszechna "zawdzięcza" dopiero realnemu socjalizmowi. Ludzkości zdarzało się i przedtem stawać w ogonku, nigdy przedtem jednak kolejna nie stała się odrębną formą spędzania czasu. Przyglądało się jej wielu poetów, pieśniarzy, satyryków, nawet Tadeusz Konwicki (w "Kompleksie polskim") - dopiero jednak Sorokin oddał jej całą okrutną sprawiedliwość.
5. Jewgienij Pietrow, Ilja Ilf „Dwanaście krzeseł”, 2010 r. 350 s Doskonała i iskrząca dowcipem opowieść, wyśmiewająca paradoksy porewolucyjnej Rosji, władzę radziecką i biurokrację, marazm obywateli i łatwość manipulowania, zakłamanie i obłudę w każdej postaci. Czyta się ją jednym tchem. Odziedziczone w spadku krzesła, nafaszerowane brylantami, trafiają w ręce przypadkowego człowieka. Ostap Bender i jego wesoła kompania usiłują je odzyskać. Filozof i poeta, nieograniczony w swej pomysłowości hochsztapler Ostap Bender to jedna z najlepszych postaci satyrycznych XX wieku... Bohater, Ostap Bender, czarujący oszust, który szanuje kodeks karny, ale jednocześnie zna 200 sposobów pędzenia bimbru, m.in. z taboretu (słynna "taboretówka"), przy okazji sprzedaje przepis Amerykanom (okres prohibicji). Ostap Bender, syn tureckiego poddanego, gra w symultankę znając tylko pierwsze posunięcie e2-e4. Chce być bogaty, dlatego miota się po całym kraju w poszukiwaniu brylantów ukrytych w jednym z dwunastu krzeseł zmarłej szlachcianki...
6. Vladimir Nabokov „Zaproszenie na egzekucję”, 2010 r. 151 s Vladimir Nabokov (1899-1977), klasyk piśmiennictwa rosyjskiego i amerykańskiego XX wieku. Często uważany - słusznie czy nie - za jednego z ojców literatury postmodernistycznej. Autor słynnej „Lolity” i kilku innych równie znakomitych powieści. „Zaproszenie na egzekucję” to jedno z jego arcydzieł, książka napisana z zimną precyzją i ekstatycznym żartem. W tym wielowarstwowym dziele można widzieć jedyną w swoim rodzaju antyutopię, historię artysty w skrajnie niesprzyjających warunkach, gnostyczną przypowieść, doskonale funkcjonujący mechanizm literacki i palimpsest zdradzający liczne ślady świadectwa o innej, zaświatowej rzeczywistości.
7. Wiktor Pielewin „Generation P”, 2010 r. 245 s Pierwsza na polskim rynku książka najpoczytniejszego pisarza rosyjskiego. Tytułowe "Pokolenie P" odnosi się do "generacji Pepsi-Coli", młodzieży układającej sobie życie już w nowej Rosji – jak na przykład bohater powieści, student Instytutu Literatury. Niespodziewanie robi on zawrotną karierę jako copywriter. Pracując dla potężnych "nowych Rosjan", poznaje zdumiewającą prawdę: rosyjski wielki biznes i polityka, znane szarym ludziom z mediów, okazują się złudą, jakiej nie domyśla się nikt. Jak ta iluzja jest możliwa i jak wobec niej zachowa się nasz Wowa Tatarski? Pełna pomysłów powieść Pielewina ucieszy każdego, kto lubi rosyjskich mistrzów fantastyki, wyobraźnię, groteskę, postmodernistyczny pastisz albo mistykę w stylu Carlosa Castanedy – i każdego, kogo ciekawi nowa Rosja albo proza XXI wieku.
8. Michaił Bułhakow „Biała gwardia”, 2010 r. 279 s „Biała gwardia“ to książka ukryta gdzieś na poboczu szlaku, którym trafiają do świata literatury kolejne pokolenia czytelników urzeczonych „Mistrzem i Małgorzatą”. A przecież to wielka powieść – najbardziej typowa dla Bułhakowa, a na pewno najbardziej zakorzeniona w jego życiu. „Mistrz i Małgorzata” ulepiona jest z wizji, wiary i lęku: „Biała gwardia” utkana jest bez reszty ze wspomnień. To powieść o kilku tygodniach w śnieżnym, ogarniętym wojną domową Kijowie. O męskiej przyjaźni i braterskiej miłości; także o radości, euforycznej i straceńczej, jaka zdarza się młodym ludziom w przeddzień walki, kiedy jeszcze nikt nie zginął i nikt nie zwinął się w kłębek podczas przesłuchania. Tacy są ci wszyscy dwudziestokilkuletni dekabryści i Kolumbowie, filomaci i studenci z Krakowskiego Przedmieścia w roku akademickim 1967/68. takie jest również rodzeństwo Turbinów oraz ich przyjaciele, inteligenci i studenci przemienieni przez wojenny czas w młodych oficerów. Jest to wreszcie oda na cześć Miasta – miasta otaczanego przez autora taka czcią, że jego nazwy nie wymienia na tych kartkach ani razu. Dla nadwiślańskich czytelników, którym bliska jest myśl o polsko-ukraińskim braterstwie broni w roku 1920, kłopotliwa może być niechęć, z jaka autor traktuje Petlurę i jego chłopskie oddziały. Ale powieściowy Semen Petlura nie jest postacią historyczną z krwi i kości, lecz figurą, w którą autor wkłada całą swą odrazę inteligenta do ludzkiej szarańczy wszelkiej barwy, niszczącej jego Rosję.
9. Iwan Bunin „Życie Arseniewa”, 2010 r. 255 s Nie da się wykluczyć, że gdyby Marcel Proust żył w Rosji schyłku XIX wieku, pisałby jak Bunin. Taka bowiem literaturę piszą bowiem synowie starzejących się rodziców i starych rodów – panicze dorastający w zapadających się w ziemię dworkach ocienionych rozrośniętymi drzewami, których nie ma komu przyciąć. Po czym, po kataklizmach I wojny światowej i rewolucji, epoce jazzu i kobiecych pantalonów, wspominają na jałowej ziemi wygnania kosmiczny ład tęczującego ogrodu dzieciństwa. Dałoby się wywieść powinowactwa literackie „Życia Arseniewa” z „Doliny Issy”, z prozy Iwaszkiewicza, Nabokova, Rotha. Czytając jednak o ogrodach Litwy, Słowenii czy Bretanii, możemy nurzać się w bezpiecznej nostalgii. Bunin zaś przy okazji maluje nam stumilionową Rosję przełomu wieków, rodzącego się kolosa. To nie tylko zaśniedziałem mieściny, w których spotkać można oficerów, starozakonnych i damy w binoklach, prowadzące czytelnie publiczne. To również nowa Rosja – budząca się po wiekach pańszczyzny potęga, hucząca dalekobieżnymi pociągami relacji Petersburg-Moskwa-Jałta, którymi wędruje ścigający swoje uczucie bohater. Rosja błyszcząca tysiącami wiorst szyn, zasypująca świat milionami pudów pszenicy i kobiałek czereśni. Takiej Rosji w literaturze nie doświadczyliśmy przed Buninem.
10. Ilja Erenburg „Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca”, 2011 r. 216 s Nie trzeba nużącej wiedzy o „toposach” i „archetypach”, by od pierwszego zdania dostrzec, że Lejzorek Rojtszwaniec to krew z krwi Tewje Mleczarza i wszystkich wielkookich i długobrodych bohaterów powieści Pereca i Singera. Tyle, że Lejzorek miał nieszczęście żyć nie w cieniu bokobrodów Franciszka Józefa bądź Aleksandra II, lecz krótkiej bródki i spiżowego wąsa. Nie jest to powieść, która oddawałaby światu sprawiedliwość: Zachód, gdzie ostatecznie trafia sentymentalny i nieporadny życiowo krawiec mężczyźniany, niczym nie różni się od wizerunków z propagitek i „Krokodiła”. Polska to (oczywiście!) pijany oficerek z wiechciem zlepionych wódką wąsów, Francja – kokoty i hochsztaplerzy, a białorosyjska emigracja to grono tępaków i kombinatorów. Wszystkie te obrazki są niczym tekturowa panorama w teatrzyku, na tle której rozgrywa się dramat Lejzorka o za małym rozumku i za wielkim sercu.
11. Tatiana Tołstoj „Kyś”, 2011 r. 237 s Tam gdzie badano cząstki elementarne - dziś tylko lipowe łyżki, gliniane miski i łuczywo. Gdzie biegły sześciopasmowe ulice - dziś błotnista ścieżka. Gdzie stał Kreml - dziś drewniana chałupina z pięterkiem, a i to, jak się okazuje, jedna z najokazalszych w wiosce bez imienia, która kiedyś nazywała się "Moskwa". Wychłodzony i wychudzony świat po atomowej apokalipsie to od lat jedna z ulubionych pożywek fantastyki. Ten, jaki opisuje Tatiana Tołstoj, jest jednak swoisty: apokalipsa przeszła jakoś bokiem, niektórzy ocaleli, mutacje nie takie zabójcze... Tyle, że rozpadło się wszystko, co technologicznie powyżej wrzeciona, a społecznie powyżej samowystarczalnej osady nazywanej od imion kolejnych władców. Skutki tego pierwszego rozpadu okazują się raczej groteskowe (łykowe kapcie, zupki z lebiody, gliniane piece), natomiast drugi rozpad jest znacznie bardziej przerażający. Władza w osadzie jakby sięgała do wszystkich pokładów rosyjskich dziejów: jest i samodzierżawna, i patriarchalna, bojarska w swej powadze, skora do pałacowych spisków i skrytobójstw. Poddani z kolei są po chłopsku brutalni, po gogolowsku zastraszeni, posowiecku chamscy. I nawet literatura , choć skrzętnie przepisywana na brzozowej korze, niekoniecznie jest pomocna.
12. Władimir Wojnowicz „Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina”, 2011 r. (książka i foli) Kultowa powieść Włodzimierza Wojnowicza. Jej pierwsze wydanie ukazało się w Polsce w latach osiemdziesiątych w drugim obiegu. Niektórzy krytycy literaccy widzieli w niej sowiecki odpowiednik Paragrafu 22 Hellera, inni wskazywali na podobieństwo z dobrym wojakiem Szwejkiem. Co do jednego panowała zgoda Wojnowicz stworzył dzieło literackie wysokiej próby.Czerwonoarmista Iwan Czonkin cieszy się zasłużoną opinią ofermy. Ale oto nadchodzi wojna czas próby dla żołnierza. Aberracja władzy sowieckiej sprawia, że Czonkin musi pokazać, co jest wart nie w starciu z oddziałami Wehrmachtu, lecz w boju z wydzielonym pułkiem Armii Czerwonej. Ta przezabawna opowieść o niepozornym żołnierzyku ukazuje niezwykłą galerię postaci uwikłanych w absurdy systemu, który do niedawna władał niemal połową świata.
13. Andriej Płatonow „Wykop”, 2011 r. ( książka w folii) Dwudziestu mężczyzn gdzieś pośrodku rosyjskiej równiny w jesiennym chłodzie kopie pogiętymi łopatami fundamenty pod wielki gmach… - tak, to się zdarzało aż nadto często: w życiu, w powieściach, w propagandzie... Ale jeśli tych dwudziestu wzięło sobie do spółki ponurego, burego niedźwiedzia, chcąc, by uczłowieczyła go praca, i jeśli zamierzają do wiosny postawić budynek, który da schronienie mieszkańcom całego miasteczka, kraju, a w przyszłości - świata? I jeśli marzy im się stokroć więcej jeszcze – wyrugowanie ze świata smutku, nadanie sensu każdemu istnieniu, choćby tak pośledniemu, jak opadający z drzewa liść, uczłowieczenie natury i wskrzeszenie zmarłych? Jeśli tak, to znaczy, że już nie z planistą mamy do czynienia, lecz z Płatonowem.
14. M. Agiejew „Romans z kokainą”, 2011 r. 136 s „Romans z kokainą. Роман с кокаином” to entuzjastycznie przyjęta przez krytykę opowieść o nałogu, o ludzkim losie, o upadku człowieka. Akcja powieści rozgrywa się w Rosji, na początku XX w. Jej bohaterem i narratorem jest młody Rosjanin, Wadim Maslennikow, który popada w uzależnienie od kokainy. Autorem „Romansu z kokainą” jest prawdopodobnie Mark Lewi (ok. 1900-1973). Część krytyków sądzi, że powieść wyszła spod pióra samego Vladimira Nabokova. Kto naprawdę ukrył się pod pseudonimem M. Agiejew? Do dziś nie wiadomo. Książka została wydana w wersji dwujęzycznej — zawiera pełny rosyjski tekst powieści wraz z polskim tłumaczeniem.
15. Michaił Zoszczenko „Wesołe życie”, 2011 r. 192 s „Ja, chłopaki, nie lubię bab w kapeluszach”. „Nigdzie nie jest tak wesoło, jak w Pitrze, żeby tylko forsa była”. Na ulicach miasta kłębi się tłum urzędników rachuby, administratorów domów, studentów, popów, znużonych żon i panien biuralistek z głowami w loczkach – wszyscy jakby wprost wzięci z XIX-wiecznej mieszczańskiej farsy, pachnącej pomadą różaną. Przez wiele lat tak też odczytywano nowelki Zoszczenki – jako typowe „humoreski”, krótkie opowiastki o słabościach ludzkich. Historyjki dla jednych zbyt schematyczne, dla innych w sam raz dla odprężenia się po ciężkim dniu. Polscy wydawcy nieraz mówili o Zoszczence jako o „radzieckim Wiechu”. Można jednak – i taki sposób zdaje się całkiem uprawniony – postrzegać twórczość Zoszczenki jako swoisty „horror historyczny”. Trzeba tylko zwrócić uwagę raczej na język, jakim posługują się postaci, niż na ich perypetie. Urzędnicy, popi i biuralistki mówią językiem farsy i używają buduarowych rekwizytów w relacjach z ludźmi, którzy wyszli z zabitych deskami wsi, z suteren, ze slumsów i są analfabetami kulturowymi. Owszem, oni także usiłują sięgać po rekwizyty i konwencje, o których cos słyszeli – to grzebień nabędą, to zaproszą dziewczynę do teatru – pożytku stąd jednak żadnego, skoro nie wiedzą, jak się tym posłużyć: grzebień złamią, a dziewczynę spoliczkują, jeśli cos pójdzie nie po ich myśli. Do galerii miejskich typów dołączył wieszczony przez Mierieżkowskiego „griaduszczyj cham”.