Życie duchowe czyli doskonałości chrześcijańskie, ok. 1900 r. - Józef Pelczar
[allegro.pl/ShowItem2.php?item=4179928415 Serdecznie zapraszamy do licytacji Pelczar - Życie duchowe, ok. 1900 r.]
Ks. Józef Sebastian Pelczar był pierwszym kapłanem diecezji przemyskiej, który po rozbiorach Polski studiował w Rzymie. Przybył tam 19 grudnia 1865 r., gdy Kolegium Polskie dopiero się organizowało. Decyzją papieża Piusa IX zostało otwarte w marcu 1866 r., a opieka nad nim została zlecona księżom zmartwychwstańcom. Pierwszych alumnów było sześciu, po dwóch z każdego zaboru. Wśród nich był ks. Pelczar, a także Józef Dąbrowski z Królestwa, późniejszy założyciel jedynego seminarium polskiego w Stanach Zjednoczonych.
Pobyt w Rzymie wywarł ogromny wpływ na duchowość i całą przyszłość Świętego. O szczegółowych przeżyciach z tego okresu on sam najlepiej opowie:
"Do dziś dnia Panu Bogu dziękuję, że mnie zaprowadził do Rzymu, bo wiele tam skorzystałem dla umysłu i serca. W roku 1866 chodziłem do jezuickiego Collegium Romanum na teologię, a w latach 1867 i 1868 do Liceum św. Apolinarego na prawo kościelne. W tym czasie złożyłem, z łaski Pana , pomyślnie pięć egzaminów i dwa klauzurowe pisemne i otrzymałem dwa doktoraty - z teologii i z prawa kanonicznego. Prócz tego starałem się korzystać z rozmów z takimi mężami światłymi i świątobliwymi, jak o. Hieronim Kajsiewicz, o. Piotr Semenko, o. Aleksander Jełowicki, o. Julian Feliński i inni. W chwilach wolnych zwiedzałem przesławne kościoły rzymskie, katakumby, muzea i pomniki starożytne, bo silnym bodźcem była pobożność i ciekawość. Szczególnie groby Apostołów i kości Męczenników przemawiały silnie do duszy, tak że przy grobach św. Ignacego, św. Alojzego i św. Stanisława Kostki zapragnąłem wstąpić do Towarzystwa Jezusowego, by oddać się całkowicie pracy apostolskiej i misyjnej. Ale zrozumiawszy podczas rekolekcji, w tej myśli odprawionych, że nie jest to wolą Bożą, złożyłem przepisaną w Kolegium przysięgę, że wrócę do swojej diecezji.
Z wielką pociechą bywałem na nabożeństwach, które sam Ojciec Św. Pius IX odprawiał, albo w których uczestniczył. A nawet miałem po kilkakroć to szczęście, że ucałowałem jego stopy. Zachwycała mnie anielska jego postać, niewzruszona w tylu walkach stałość i szczególna dla Polaków życzliwość.
Już 16 maja 1866 r. odwiedził to małe gniazdko polskie Ojciec Święty i okazał się dziwnie łaskawy. A mnie nie wyjdą nigdy z pamięci te słowa, które sam napisał u spodu swojej fotografii: 'Dominus regat vos et nihil vobis deerit' ( Niech Pan rządzi wami, a niczego wam brakować nie będzie ), bo one sprawdziły się nieraz w moim życiu.
Lato w roku 1866 i 1867 przepędziłem z kolegami w miłym miasteczku Genzano, gdzie nie tylko przygotowałem się do egzaminów, ale wiele dzieł pożytecznych, zwłaszcza treści ascetycznej, przeczytałem. Tu urodziło się Życie duchowne. Zarzucić sobie jednak muszę, że zbyt forsownie pracowałem i za prędko składałem egzaminy, bo na tym moje nerwy, a szczególnie nerwy żołądka niemało ucierpiały. Przyczyniła się do tego i ta okoliczność, że wbrew zwyczajom rzymskim uczyłem się w upałach i wstrzymywałem się od używania wina.
Miłą przerwą w znojnej pracy była uroczystość kanonizacji (św. Jozafata) w roku 1867, na którą przybyli z kraju dwaj biskupi łacińscy: Wierzchlejski i Monastyrski, i wielu księży, między nimi proboszcz samborski, ks. Jedliński i mój kolega, ks. Krementowski. Usługiwałem im chętnie, ale zapadłem przy tym na zdrowiu.
17 kwietnia 1868 r. opuściłem Kolegium Polskie, wynosząc zeń nader miłe wspomnienia".
Do tego opisu należy dodać jeszcze i to, że od początku istnienia Kolegium Polskiego, ks. Pelczar pełnił w nim funkcję dziekana kleryków, a wkrótce uczyniono go prefektem alumnów i powierzono mu straż karności domowej i pozadomowej. Obowiązek ten wymagał z jednej strony ścisłej współpracy z przełożonymi, z drugiej zaś utrzymania przyjacielskiej więzi z kolegami. Współpraca z przełożonymi układała się dobrze. Rektor Kolegium, o. Piotr Semenenko, odznaczał się świętością życia, gruntowną wiedzą i darem wymowy. On to poprzez głębokie konferencje ascetyczne i wykłady z zakresu filozofii, a przede wszystkim własną postawą życia kapłańskiego i zakonnego formował duchowość alumnów. Ks. Pelczar znalazł w nim także przewodnika duchownego i doradcę.
Jako miłośnikowi historii przypadło mu w udziale pisanie Roczników Kolegium Polskiego, czyli kroniki. We wstępie do tychże Roczników nakreślił swoją wizję kapłana polskiego, który miał szczęście przejść przez Kolegium Polskie i studiować w Rzymie. Pisał: "Ojciec chrześcijaństwa Pius IX postanowił w swym wielkim sercu zgromadzić obok siebie rozproszonych młodzieńców polskich, wychować ich pod swoim okiem, napoić ze zdrowego źródła nauki, które z opoki Piętrowej wytryska, natchnąć wielką miłością i niezłomnym męstwem, a tak uświęconych i pełnych ducha Chrystusowego posłać jakby nowych Wojciechów i Stanisławów do narodu polskiego, iżby go obudzili z letargu, ogrzali ciepłem swej miłości, zgoili jego rany balsamem łaski Bożej, a ukazując w krzyżu i skale Piętrowej jedyny ratunek, stali się dla niego zwiastunami i narzędziami lepszej przyszłości".
Tę jego własną wizję gorliwego kapłana potwierdziła następnie wypowiedź Ojca Świętego Piusa IX, który l czerwca 1866 r., podczas wizyty kolegiastów powiedział: "Wy macie wskrzesić ducha katolickiego i być jako świece płonące w ciemnym miejscu".
Zapatrzony w tak wyraziście naszkicowany model kapłana, ks. Pelczar starał się usilnie o zrealizowanie go we własnym życiu. Przede wszystkim prowadził intensywne życie wewnętrzne, wsłuchując się uważnie w Boże wymagania, gotów na każde wezwanie Jego woli. Pod wpływem inspiracji Ducha Świętego, 12 kwietnia 1868 r. przed obrazem Matki Bożej Bolesnej w kaplicy del Crocefisso, znajdującej się nad Więzieniem Mamertyńskim składa dwa śluby: "Aż do śmierci codziennie (wyjąwszy chorobę i nieuniknione przeszkody) będę poświęcał przynajmniej poi godziny rozmyślaniu i odmawiał jedną część różańca świętego. Boże, daj mi łaski do ich spełnienia". Świadkowie jego życia stwierdzają, że do końca był wierny tym zobowiązaniom.
Podczas rekolekcji w październiku 1867 r. postanawia: "Pracować gorliwie w konfesjonale i tu, jako też na ambonie, rozszerzać usilnie cześć i miłość do Najświętszego Sakramentu i do Najświętszej Panny, przywiązanie do Kościoła i do Ojca Świętego, i w tym celu wpływać na kapłanów. Wszystek swój czas, grosz i trud na chwałę Bożą poświęcić, mianowicie na nawracanie grzeszników, odwiedzanie chorych, kształcenie przyszłych kapłanów i wychowanie młodzieży. Wszystkie obowiązki swoje najwierniej i dla miłości Bożej spełnić, wszystkie krzyże chętnie przyjmować".
Do postępu w życiu modlitwy przyczynia się nie tylko gorliwa praca apostolska. Tę wartość konstruktywną ma każda, choćby najmniejsza czynność wykonana z miłości. Dlatego ks. Pelczar przyrzeka: "Wszystkie obowiązki domowe, choćby drobne, sumiennie spełnić". W pracy zaś umysłowej przyjmuje zasadę: "Uczyć się, nie aby więcej wiedzieć, lecz aby lepiej poznać Pana Boga".
W dniu wyjazdu ks. Pelczara z Rzymu, 17 kwietnia 1868 r., jeden z alumnów, który przejął po nim obowiązek pisania Roczników, wystawił mu następujące świadectwo: "W czasie swego pobytu w Kolegium zdobył sobie zaufanie, miłość i szacunek tak przełożonych, którym jako prefekt dopomagał w trudnym obowiązku prowadzenia młodzieży, jak i kolegów, którym przyświecał dobrym przykładem. Dlatego z prawdziwym żalem żegnamy go, tracąc w nim miłego kolegę a gorliwego w pracy i życiu duchownym towarzysza i przewodnika zarazem".