White Patrick - Wóz ognisty - Patrick White
Jest to trzecia przeczytana przeze mnie powieść Patricka White (po Vossie i Wiwisekcji) i nie da się ukryć nadzwyczaj udane rozpoczęcie roku czytelniczego, mamy bowiem do czynienia z dziełem doprawdy wielkim. "Wóz ognisty" unaocznia, na równi z dziełami Manna czy Faulknera, jak potężny potencjał tkwi w gatunku powieściowym. Rozwój powieści klasycznej, w XIX-wiecznym rozumieniu, nie przypadkiem chyba zbiega się z tryumfami nauki, postępem technicznym, powieść klasyczna to wyrażenie wiary w to, że można stworzyć pewien wszechświat, opisać rządzące nim reguły, z boską przenikliwością zrozumieć jego mieszkańców.
Wszechświat tej powieści to ubogie przedmieście Sydney, na którym splatają się losy czworga bohaterów. Wedle kolejności pojawiania się w dziele: Mary Hare to ktoś, kogo ludzie określiliby mianem starej wariatki, może upośledzona może obłąkana, samotnie zamieszkuje ogromny dom, będący jedyną pozostałością niegdysiejszego bogactwa jej rodziny; Mordechaj Himmelfarb to pobożny żyd, który straciwszy rodzinę w Zagładzie osiedla się w Australii i mimo odebrania starannego wykształcenia pracuje jako robotnik fabryczny; pani Godbold to poniewierana przez męża-brutala pokorna żona, oddana matka licznej gromadki dzieci; Alf Dubbo to młody Aborygen, uzdolniony malarz, pracujący w tej samej co Himmelfarb fabryce.
Losy każdej z tych postaci śledzimy od narodzin aż do (z wyjątkiem pani Godbold) śmierci, co czyni z tej książki swego rodzaju sagę, gdyż jak w sadze narrator opisuje dokładnie otoczenie i środowisko, które przez całą drogę życiową kształtuje bohaterów, co jest zresztą bardzo charakterystyczne dla White'a, przyglądającemu się bacznie, jak upływ czasu zmienia człowieka. Wszystkie te postaci noszą w sobie jakieś piętno, które uniemożliwia im bycie "po prostu" w świecie i tworzy barierę między ich "ja" a światem. Dla Mary Hare jest to obłęd, dla Himmelfarba żydostwo, dla Alfa - czarny kolor skóry. Trudno powiedzieć jakie piętno nosi pani Godbold, jest to z pewnością najbardziej efemeryczna, niedookreślona postać, może najmniej udana. Z drugiej jednak strony, może taki był właśnie zamysł Autora, może jest ona jedyną świętą, ukrytą sprawiedliwą (zapewne nie bez powodu jej obraz zamyka całe dzieło). Żydostwo czy czarny kolor to oczywiście tylko pozór, coś co się rzuca w oczy prostakom, w gruncie rzeczy skaza dotykająca bohaterów sięga znacznie głębiej: nie akceptują oni materialności i powierzchowności rzeczy i ludzi, widzą dalej, głębiej, wyżej niż inni. Obcują z rzeczywistością inną niż otaczająca ich (chciałoby się powiedzieć wprost, że boską), czy to oddając się praktykom religijnym jak Himmelfarb i pani Godbold, czy to praktykując sztukę. Pani Hare wręcz niezdolna jest do odbierania rzeczywistości "tutejszej", zdaje się przez swój obłęd mieć coś w rodzaju stałego łącza z tym, co nienazywalne. Muszę przyznać, że kreacja pani Hare to w ogóle arcymistrzostwo, niesamowicie poruszające, w szczególności w chwilach, gdy Autor zmusza nas, byśmy jej oczyma oglądali jej otoczenie i prosta służąca pani Hare staje się nagle zupełnie przerażającym uosobieniem sił diabelskich (nie bez przyczyny).
! Uwagi:
Obwoluta lekko zarysowana. Brzegi stron nieco zakurzone.