Steinhagen Maria Eliza - Steinhagenowie
Trzej bracia Steinhagenowie, którzy przybyli z Westfalii do Królestwa Polskiego w latach trzydziestych XIX wieku, stopniowo dorabiali się własnych majątków. Ich potomkowie stali się przemysłowcami. Steinhagenowie brali czynny udział w walce o niepodległość Polski w obu wojnach światowych i wojnie 1920 roku. W 1945 roku upaństwowiono ich majątek i wyeksmitowano z rodzinnej posiadłości.
Gdy Zarząd firmy ulokowany został w Warszawie przy ulicy Smolnej 17, mój ojciec wraz z żoną i synami przeprowadził się do Warszawy. Karol zajął miejsce ojca w Myszkowie. Stosunki babci Marii z ciocią Lilą nie układały się jednak tak dobrze jak z mamą. Natomiast AWS - mąż babci - był Lilą oczarowany, zawsze dla niej uprzejmy i chętny do udzielania pomocy w trudnych dla niej sytuacjach.
Urodziłam się 14 lipca 1936 roku w Pabianicach. Tak jak Lucjana, mama chciała urodzić swoje trzecie dziecko u mamy w Pabianicach, a poród przyjmowała sławna już w rodzinie „mądra pani”. Ponieważ obyło się bez komplikacji, wkrótce wróciłyśmy do Warszawy.
Mieszkaliśmy wtedy w Alei Róż 10, w pięknej kamienicy, w której rodzice wynajmowali jedno piętro. Z okien naszego mieszkania widać było Dolinę Szwajcarską, zimą ścigających się łyżwiarzy, latem spacerowiczów i bawiące się dzieci. Mnie jednak niania prowadzała na spacery do parku Ujazdowskiego i pobliskich Łazienek, gdzie było o wiele więcej przestrzeni i świeżego powietrza. Chyba od tamtych czasów uwielbiam wiewiórki, a przypadkowe zobaczenie ich uważam za prognozę pomyślnych wydarzeń.
Przed samą wojną rodzice przeprowadzili się na ulicę Myśliwiecką nr 18 do naszej nowo wybudowanej willi.
Ojciec, człowiek wielkiej dobroci, miał charakter choleryczny. Gdy coś szło nie po jego myśli, robił „królewskie” awantury. Opowiadała mi mama, jak ojciec poszedł do miary garnituru, do krawca Żyda, i miara nie była gotowa. Ojciec zwymyślał krawca bez opamiętania, a on po tej całej awanturze spokojnie zripostował: „Panie Steinhagen, niech się pan tak nie wścieka, przecież to panu szkodzi, a nie mnie”. Jego nieposkromione wybuchy gniewu dawały się boleśnie odczuć rodzinie, a osiągały szczyty, gdy ojciec był zaziębiony. Tak pisał mi o nim mój brat Lucjan: „Ojciec w istocie był człowiekiem dobrodusznym i skromnym, jeśli nie pokornym, ale przerażającym w wybuchach gniewu.
Raz musiał się na mnie bardzo gniewać za to, że złośliwie obraziłem naszego stangreta -Krzywańskiego. Tym razem jednak nie wybuchnął, tylko po raz pierwszy w życiu sprał mi tyłek, płacząc przy tym. Potem powiedział: Nigdy więcej nie poniżaj nikogo, szczególnie gdyś możniejszy”.
Balsamem na jego trudny charakter okazałam się ja - maleńka córeczka Liza. Gdy moja mama i bracia coś chcieli wymusić na ojcu, wysyłali z tą sprawą mnie. Gdy zapragnęli nowego, bardzo wtedy nowoczesnego radia Telefunken, wystarczyło moje krótkie: „Tato, kup mi nowe radio”, i w tym samym dniu radio zostało zainstalowane w domu.
Sierpień 1939 roku spędziliśmy w Cielętnikach. 29 sierpnia były urodziny ojca, a ja nie mogłam się rozstać z kwiatami, które przygotowałam dla taty.
Zaraz po urodzinach ojciec wyjechał do Warszawy. Wojna zastała nas w Cielętnikach i mama postanowiła jechać już 1 września za nim, gdyż bała się rozłąki z ojcem, mając w pamięci doświadczenia walk pozycyjnych z czasów pierwszej wojny światowej. Dom i służbę zostawiła pod opieką swojej siostry Uli.
Do naszego forda wcisnęła się mama, sześcioro dzieci, bardzo tęga opiekunka kuzynek - Dęta i szofer pan Skolimowski. W Kielcach zatrzymano się w hotelu, gdyż dzieci były bardzo zmęczone, a Ewę bolał brzuszek. Wszyscy musieli się pomieścić w jednym pokoju, a Ewunię, taką chorą, mama ułożyła na szerokim parapecie okiennym, żeby ją osobiście doglądać z krzesła, na którym obok niej siedziała. Po drodze zaczęło brakować benzyny i nasz szofer wpadł na genialny, wyprzedzający epokę pomysł: dolewał do baku spirytus denaturowany. Tak dotarliśmy do Warszawy.
Wczesnym rankiem 2 września pojawili się w cielętnickim dworze polscy oficerowie z 27. Pułku Piechoty i nakazali natychmiastową ewakuację wszystkich jego mieszkańców. Na terenie majątku Cielętniki miały się toczyć bitwy z nacierającymi wojskami niemieckimi. Później okazało się, że niemiecka ofensywa rozdzieliła się i przeszła kilkanaście kilometrów od majątku na północ i na południe.
! Uwagi:
Oprawa nieznacznie zarysowana. Brzegi stron minimalnie zakurzone.