Śladami ludobójstwa na Wołyniu -
Wydana w 1997 roku praca pt. ,.Okrutna przestroga" spotkała się z głębokim zrozumieniem naszych czytelników, nic tylko rodem z Wołynia. Na taka publikacje Kresowiacy czekali od dawna, publikację, która bez zniekształceń i zafałszowań ukazałaby cały ogrom cierpień, krwi i męczeństwa byłych mieszkańców Wołynia polskiej narodowości, doznanych od zbrodniczych formacji OUN-UPA. Relacje ludzi, którzy cudem ocaleli z totalnej rzezi we wszystkich polskich wsiach, koloniach i mi a steczkach, przerażają swoją wymową, opartą na prawdziwych przeżyciach, na obrazach mordu i pożogi, w których brzmią do dziś rozdzierające serca krzyki rozpaczy mordowanych, zmieszane z nieludzkim wyciem roz¬szalałej tłuszczy, żądnej śmierci wszystkich Polaków. Odpowiedzią czytelników na „Okrutną przestrogę" stal się niemal masowy napływ dalszych relacji ocalałych Polaków. Długo ludzie ci czekali dnia. w którym uzyskają możliwość powiedzenia głośno o zagładzie swoich rodzin, o męczeńskiej śmierci najbliższych, o własnych ranach i cierpieniach fizycznych, a jeszcze bardziej bolesnych - psychicznych. Dziś. gdy cały świat oburza się na zbrodnie dokonywane w Chorwacji. Kosowie, Ruandzie czy innych odległych krajach, czas ukazać w pełnym świetle nie notowane nigdzie dotąd okrutne losy Polaków podczas straszliwego holokaustu na Wołyniu, a od końca 1943 roku także w Małopolsce Wschodniej, następnie na naszych ziemiach po lewej stronie Bugu. Obrazy nieludzkiej rzezi na Wołyniu ściskają serca tym mocniej, że ukazują je ludzie będący wówczas małymi dziećmi, wyrostkami, młodymi dziewczętami i chłopcami, którzy, jakże często ciężko ranni, zalani krwią, przywaleni zwłokami zamordowanych rodziców, sióstr i braci po odejściu sprawców rzezi wydobywali się spod ciężaru zabitych i korzystając niejednokrotnie także z pomocy uczciwych Ukraińców, dostawali się do szpitali lub miejsc bezpieczniejszych, gdzie zapewniano im pomoc i opiekę. Proste, niewyszukane stówa, jakimi w większości posługują się autorzy relacji, wywierają na czytających jeszcze większe wrażenie. Tu każde zdanie oskarża, demaskuje kłamstwa banderowców i ich dzisiejszych spadkobierców, usiłujących oczyścić niedawnych zbrodniarzy, a winą obarczyć ówczesnych Polaków, w tym nieletnie dzieci, niemowlęta, starców i kobiety. Może w końcu obudzi się sumienie w polskim narodzie, a przede wszystkim w rzą¬dzących krajem, w politykach, uczonych, dysponentach mediami, którym - z niezna¬nych do dziś powodów - bliżsi zdaj;) się być spraw ej straszliwych rzezi niż ich bez¬bronne ofiary. Może przemówią do wyobraźni Polaków zbiorowe mogiły, rozsiane po całym Wołyniu, a o których tak często wspominają autorzy relacji. Wymazane z map setki polskich wsi. spalonych i wyniszczonych tak dokładnie, by najmniejszy ślad po byłych ich mieszkańcach nie pozostał. Może przemówią krwawe blizny, noszone przez jeszcze żyjących, po ranach doznanych od noży, siekier, żelaznych łomów. V tą nadzieją oddajemy do rąk PT Czytelników niniejsza książkę ..Śladami ludobójstwa na Wołyniu", życząc, by dotarła ona nie tylko do rąk, lecz przede wszystkim do serc i umysłów tych zwłaszcza, którym nic dane było dotąd zetknąć się z autentyczną prawdą tamtych tragicznych dni. Z wdzięcznością przyjmiemy wszelkie dalsze relacje kresowych Polaków, które posłu¬żą nam do opublikowania dalszych tomów, aby żadna zbrodnia popełniona na naszym narodzie, nie poszła w zapomnienie. Leon Karłowicz