Siwik Marjan (opr.) - Św. Antoni Z Padwy wielki cudotwórca. 1931 rok -
Święty znany jako Antoni z Padwy, nie miał na imię Antoni i nie urodził się w Padwie. Najczęściej jest on wzywany do pomocy w przypadkach zagubienia jakiegoś przedmiotu, co wydatnie ogranicza pole jego możliwości. Przypomnijmy więc fakty i sprostujmy błędne przekonania, związane z jego osobą.
Św. Antoni pracował niestrudzenie i odznaczał się niezwykłą pamięcią. Znał on Biblię tak doskonale, że mówiono o nim: „Gdyby wszystkie święte Pisma uległy zniszczeniu, Antoni mógłby podyktować je sekretarzowi, aby w ten sposób zostały odtworzone”.
Trudno zliczyć cuda, jakie towarzyszyły jego krótkiemu życiu (zmarł, mając zaledwie 36 lat). Został kanonizowany w niespełna rok po swojej śmierci, natomiast w 1946 roku, papież Pius XII ogłosił go doktorem Kościoła, nadając mu przydomek „Doctor Evangelicus”.
FERDYNAND Z LIZBONY
Ferdynand (Fernando) urodził się w Lizbonie. Jako najbardziej prawdopodobną datę jego urodzin przyjmuje się 15 sierpnia 1195 r. Nie znamy nazwiska jego rodziców. Wiemy jedynie, że ojciec miał na imię Marcin, a matka – Maria Teresa. O wczesnym dzieciństwie Ferdynanda nie wiadomo praktycznie nic, poza tym, że do 1210 roku uczęszczał do szkoły przykatedralnej, był nadzwyczaj religijnym chłopcem i żywił głębokie nabożeństwo do Matki Bożej.
Książę ciemności, zgadując, że Ferdynand będzie w przyszłości wielkim świętym, bardzo wcześnie zaczął manifestować swoją obecność. Pewnego dnia, gdy młody człowiek modlił się w katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, lampka płonąca przed ołtarzem nagle zgasła i wnętrze świątyni pogrążyło się w mroku. Domyślając się, że chodzi o podstęp szatana, Ferdynand nakreślił palcem na marmurze znak krzyża, a płomień natychmiast zapłonął z powrotem. Zły duch rzucił się do ucieczki, co zostało wyobrażone na jednym z fresków katedry.
U KANONIKÓW REGULARNYCH ŚW. AUGUSTYNA
W styczniu 1210 r., Ferdynand, szukając warunków, w których mógłby poświęcić się kontemplacji, wstąpił do kanoników św. Augustyna, nauczających przy kościele św. Wincentego da Fora. Czas dzielono tam między oficjum w chórze, naukę i pracę fizyczną. Augustianie czuwali nad zbawieniem dusz w powierzonych im parafiach.
Młody nowicjusz pilnie studiował teologię i Pismo Święte. Wkrótce zwrócił na siebie uwagę wykładowców, zarówno swoją gorliwością, jak i nieprzeciętną pamięcią. Zapamiętywał wszystko, co przeczytał, a zdolność ta miała mu przynieść nieocenione korzyści w całym życiu. Mimo perswazji przyjaciół, którzy nie rozumieli nic z jego powołania, po roku Ferdynand złożył pierwsze śluby i chcąc dochować im wierności, poprosił przeora, aby pozwolił mu wyjechać gdzieś daleko. Został więc wysłany do klasztoru Św. Krzyża w Coimbrze, około 200 kilometrów na północ od Lizbony.
Właśnie w tym mieście rezydował dwór królewski, a w kościołach często odbywały się wspaniałe ceremonie. Ponieważ w Coimbrze mieszkał także Generał zakonu, znajdowała się tam o wiele lepiej zaopatrzona biblioteka, a nauczyciele posiadali rozleglejszą wiedzę niż w Lizbonie. Jak pisze o Ferdynandzie jeden z biografów, „nie przestawał on czytać Pisma Świętego, dniem i nocą, o ile tylko pozwalał mu na to porządek zajęć.” Pasjonowały go „konkordancje”, wszelkie zestawienia treści Nowego i Starego Testamentu. Zaintrygowany, odkrywał proroctwa mówiące o Chrystusie, najważniejszych wydarzeniach z Jego życia, w tym również o Jego Męce.
W klasztorze Św. Krzyża, brat Ferdynand był furtianem i mógł uczestniczyć w nabożeństwach jedynie duchowo. Śledził on przebieg Mszy św. w myśli i padał na kolana, słysząc dźwięk dzwonka sygnalizującego moment Podniesienia. Kronikarze pisali, że mury „otwierały się” przed nim – znajdował się on jednocześnie na furcie i w kaplicy; słyszał czytania i śpiewy. Gość, który pewnego dnia był świadkiem tego cudu, po „rozstąpieniu się murów”, na własne oczy zobaczył Hostię w dłoniach kapłana.
Gdy Ferdynand przebywał w klasztorze Św. Krzyża, na południu Francji i północy Hiszpanii zaczęła szerzyć się herezja katarów. Była ona w pewnej mierze odrodzeniem się manicheizmu – zamiast jednego Boga, według jej wyznawców istnieli dwaj: Bóg Dobra i Bóg Zła. Uwięziona w ciele dusza ludzka traciła więc wszelką wolność. W oczekiwaniu na ostateczne zwycięstwo Boga Dobra, należało wyzwolić się od ciała fizycznego. Ponieważ pochodziło ono od diabła, Pan Jezus nie mógł go przyjąć; Jego Ukrzyżowanie było złudzeniem a Zmartwychwstanie - ludzką fantazją. Brat Ferdynand był przerażony teoriami, wedle których Wcielenie i Odkupienie dokonane przez Chrystusa, traciły cały swój sens. Katarowie byli poszukiwaczami absolutnej czystości (stąd ich nazwa, wywodząca się od greckiego katharos - czysty). Godność ich życia wywierała wrażenie na innych wierzących, którzy chętnie się do nich przyłączali. Po kilku latach, Ferdynand otrzymał misję zwalczania tej herezji.
! Uwagi:
Oprawa zarysowana, wytarta i przybrudzona. Brzegi stron zakurzone. Kartki pożółkłe. Blok książki spójny. Druk czytelny.