Sfinks, 1913r. - Praca Zbiorowa
Kiedy zaczynano robić w Warszawie filmy, dekoracje ustawiano na świeżym powietrzu: na Dynasach lub w Dolinie Szwajcarskiej. Na ulicy zawieszano kilka prześcieradeł, stawiano meble i już.
Pierwsze polskie kino było podobno tak ciasne, że publiczność musiała wychodzić przez okno, bo przy drzwiach kłębił się już tłum oczekujących na kolejny seans. I to pomimo tego, że do kinematografu na początku XX w. chodzić nie wypadało. Choć w kolejnych dekadach stopniowo zyskiwał szacunek, pionierzy polskiego filmu nie mieli łatwo: konkurencja była bezwzględna, sytuacja polityczna nie sprzyjała, a krytycy nie znali litości.
Na międzywojennym "polskim Broadwayu" niezmiennie trwała tylko warszawska wytwórnia Sfinks, rządzona żelazną ręką przez Aleksandra Hertza. Jego pogrzeb w 1928 r. zgromadził tłumy. Dziś jest postacią niemal zapomnianą. O barwnych losach Hertza i innych polskich filmowców piszą Izabela Żukowska i Faustyna Toeplitz-Cieślak, autorki książki "Sfinks. Wizjonerzy i skandaliści kina".
Emilia Dłużewska: W początkach polskiej kinematografii więcej było wizji czy kalkulacji?
Izabela Żukowska: Na początku XX wieku kino nie było dobrym biznesem. Uważano je za jarmarczną rozrywkę. Pionierzy kinematografii w Polsce tworzyli coś z niczego, a to bez wizji by się nie udało. Dla takich ludzi jak Kazimierz Prószyński, który zbudował pierwszą na świecie ręczną kamerę, kino było pasją.
Faustyna Toeplitz-Cieślak: Sytuacja zmieniła się, kiedy pojawia się założyciel Sfinksa Aleksander Hertz. Zajął się kinem, kiedy na rok został wyrzucony z Królestwa Polskiego za działalność w PPS. Podejrzewamy, że wyjechał wówczas do Niemiec, gdzie zainteresowanie kinem było już na innym poziomie. Wcześniej był kierownikiem działu w banku, więc z pewnością potrafił świetnie liczyć.
I.Ż.: Kino Sfinks, w którym najpierw pokazywał zagraniczne filmy, a później własne produkcje, założył w 1909 r. W tym czasie w Polsce powstają już pierwsze filmy, w Warszawie pojawiają się kina z prawdziwego zdarzenia. Kiedy kilka lat wcześniej bracia Krzemińscy zakładali pierwsze kino w Łodzi, wynajęli tak małą salę, że widzowie wchodzili drzwiami, a wychodzili oknem, bo na drzwi napierali już kolejni widzowie. W czasach Hertza kinematografia była już na innym etapie.
Co się zmieniło?
I.Ż.: Postrzeganie kina. W 1908 r. premierę miał film "Zabójstwo księcia Gwizjusza" z muzyką Camille'a Saint-Saensa, kompozytora muzyki poważnej. To był przełom. Kino zostało usankcjonowane jako sztuka, nie było już utożsamiane z pokazami w jarmarcznej budzie.
F.T.C.: Zadaniem Hertza było przekonanie polskich widzów do tej sztuki. Udało mu się to w krótkim czasie.
Otwarte w 1909 r. kino Hertza było dwudziestym w Warszawie. W 1938 r. jest ich już 67.
I.Ż.: Te wyliczenia nie są pewne, bo część kin działała bardzo krótko. Takich, które istniały przez całe XX-lecie międzywojenne, praktycznie nie było.
Udało się tylko Sfinksowi.
I.Ż.: Książkę rozpoczynamy od mowy pogrzebowej Hertza, bo tam najlepiej podsumowane są jego zasługi. Jego pogrzeb w 1928 r. był ogromnym wydarzeniem. Zgromadził tłumy gwiazd i ludzi, którzy kochali jego filmy.
F.T.C.: Założyciel Sfinksa zmarł przedwcześnie na gruźlicę w wieku 49 lat. W XX-leciu międzywojennym o nim pamiętano. Jeszcze długo po jego śmierci czasopismo "Kalendarz Filmowy" zamieszczało na pierwszej stronie zdjęcie Hertza z podpisem, że jest on ojcem polskiej kinematografii. Miał ogromnego pecha, bo 11 lat po jego śmierci wybuchła wojna. Dokumenty uległy zniszczeniu, a świadkowie tamtych czasów w dużej mierze nie przeżyli.
! Uwagi:
Książka pobiblioteczna, zawiera pieczątki i adnotacje. Oprawa zabrudzona, nosi ślady po naklejkach, pozaginana, zabrudzona, naddarta na krawędziach. Brzegi stron nierówne, pożółkłe, naderwane. Książka nosi ślady zalania.