Portrety - Krzysztof Gierałtowski
Krzysztof Gierałtowski od ponad trzydziestu lat portretuje indywidualności świata polskiej kultury, nauki, polityki, polskiej inteligencji. Jego zamierzeniami kieruje szczególna ciekawość osobowości portretowanych osób. Wybraną postać fotografuje w kontekście jej pracy, dokonań lub ogólnie znanych przyzwyczajeń. Dramaturgia tych wizerunków opiera się głównie na przerysowaniu, zaaranżowaniu sytuacji zaskakujących, zabawnych, najczęściej niewyobrażalnych dla portretowanej osoby.
"Moje fotografowanie ludzi bierze się z ciekawości i chęci uczestniczenia w grze ze współczesnymi mi indywidualnościami - mówi artysta. - Robię portrety subiektywne, dostrzegając u wybranej osoby jedną cechę - wrażenie i tę właściwość staram się wizualizować. Sfotografuję każdego w sposób, który uznam za stosowny. Zawsze towarzyszą mi rozterki dotyczące doboru ludzi, ich zdjęć i sformułowanych opinii."
Powstały portrety szczególne, niezwykle interesujące. Poprzez spojrzenie, wyraz min i grymasów ujawniają stany psychiczne, nastroje, marzenia. Ale powstają także portrety "bez twarzy", zagadkowe, intrygujące. Portret Witolda Lutosławskiego - znakomitego kompozytora i dyrygenta, emanuje skupieniem, cechą charakterystyczną dla jego muzyki, Zbigniewa Zapasiewicza - znakomitego aktora, utrwalił z karnawałową maską śmierci na głowie, Krystynę Jandę - w bolesnym krzyku, jęku, w akcie ekspresji zapamiętanej z jej filmowych kreacji, Maję Komorowską - w transie, z oczyma utkwionymi w jakimś sekretnym wydarzeniu, Magdalenę Abakanowicz - wybitną rzeźbiarkę, w zagadkowym zamyśleniu, zamkniętą w sobie, Krzysztofa Kieślowskiego - w klatkach filmowych, z kpiarskim otwieraniem i przymykaniem powiek, z dystansem spoglądającego w przyszłość, Adama Ważyka - poetę, jowialnie uśmiechniętego, kpiącego z samego siebie, prof. Wiktora Degę - wybitnego chirurga, ortopedę, z twarzą pełną cierpienia, cechy charakterystycznej dla jego pacjentów, a Józefa Czapskiego - wielkiego pisarza i malarza emigracyjnego, uwiecznił poprzez układ jego dłoni.
Gierałtowski nie portretuje ludzi z książki telefonicznej. Jest wybitnym portrecistą wybitnych Polaków. W artyście tym cenię kilka cech. Jego wierność dla tematu, pasję poszukiwacza - tę wyraźną w wypadku Gierałtowskiego trudną a twórczą pokusę, żeby pójść dalej, zbliżyć się do granicy ryzyka, do sytuacji skrajnej. (...) Cenię jego poszukiwania formalne. Tu metoda skojarzeń dotyczy sfery formalnej, czy może ściślej - plastycznej. W tym nurcie mieszczą się portrety wybitne, olśniewające: Henryka Stażewskiego, Andrzeja Wajdy, Leopolda Buczkowskiego. Stażewski - fragment twarzy wyłaniającej się ze szczeliny światła. Reszta jest ciemnością. Wajda - promień światła przeszywający gęsty mrok, aby wydobyć z niego i lekko oświetlić profil twarzy. Buczkowski - światło, które zmieszane z dymem papierosa, traci właściwą sobie linearność, ugina się, zaczyna falować. Czasem eksperymenty te Gierałtowski posuwa daleko, aż do likwidacji obiektu włącznie: twarz Erwina Axera zasłania szklana kula, twarz Krzysztofa Jasińskiego obłożona gazetą. Musimy wierzyć autorowi, że są to rzeczywiście Axer i Jasiński." (Z katalogu wystawy "Gierałtowski. Portrety subiektywne", Wyd. CBWA, Warszawa 1988)
Przez wiele lat Krzysztof Gierałtowski fotografował w czerni i bieli. Od kilku lat wprowadził do swych prac kolor, często bardzo intensywny, energetyzujący, który wspomaga artystę w procesie tworzenia kolejnych odsłon portretów współczesnych mu osób.