Pierwsze odrodzenie się Polski 1279 - 1333, 1849 r. - K. Szajnocha
Karol Szajnocha przyszedł na świat w Komarnie pod Samborem 20 listopada 1818 roku. Ojciec jego, Scheinoha Wtełensky, był Czechem. Matka, Maria z Łozińskich – spokrewniona z powieściopisarzem Walerym Łozińskim i jego bratem Władysławem. Wychowywała dzieci w atmosferze polskiej. Karol najpierw uczył się w domu, później w gimnazjum w Samborze i we Lwowie. Dalszą naukę kontynuował na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego. Po kilku miesiącach został aresztowany i oskarżony o pisanie wierszy o antyrządowej treści, znalezionych na uczelni i w kościele Bernardynów. Siedemnastolatek przyznał się do winy. Jako młody człowiek był zauroczony francuskimi ideami demokratyczno-rewolucyjnymi, był mu bliski ruch patriotyczny wileńskich filomatów i filaretów i duch wolności pisarzy zachodnioeuropejskich.
Po kilku tygodniach przeniesiono go do więzienia u Karmelitów. W wilgotnej i ciemnej celi trzymano go w kajdanach. Nieludzkie warunki odbiły się na zdrowiu młodego człowieka. Szajnocha nie mógł siedzieć bezczynnie i w godzinach od dziewiątej rano do drugiej pisał na ścianie szpilką utwory poetyckie. Osłabił sobie wzrok – w przyszłości już go nigdy nie odzyskał.
Więzienie nie złamało ani nie zmieniło młodego Karola. Był to człowiek szlachetny i obdarzony silną wolą. Władysław Zawadzki wspomina, jak sam opowiadał po latach: „Więzienie, pomimo woli tych, którzy mnie w nim umieścili, stało się dla mnie dobrodziejstwem. W nim spoważniała myśl, dusza nabrała hartu; w osamotnieniu zacząłem rozważniej patrzeć na świat i głębiej pojmować jego stosunki. A co najwięcej, tam poczułem po raz pierwszy potrzebę pracy i tam nauczyłem się pracować. Odtąd praca stała się koniecznością dla mnie i pozostanie nią na zawsze. Gdyby mnie pozostawiono w szkołach, byłbym zapewne także musiał pracować, ale pod naciskiem przymusowym, kto wie, byłbym może czynił to, jedynie tylko dlatego, aby uzyskać dyplom i pensję, zostać kancelistą, konsyliarzem lub adwokatem. Dziś pozostawiony sam sobie, gdy kariera urzędnicza została dla mnie raz na zawsze zamkniętą, ze wszystkimi swemi korzyściami i wygodami, czuję jedno tylko w duszy pragnienie rozszerzenia mej wiedzy... Nie żałuję, że się tak stało – i owszem dziękuję Bogu, iż zwrot okoliczności dozwolił mi jasno przejrzeć i zmusił niejako do obrania zawodu naukowego, zamykając inne przede mną drogi”. W więzieniu mógł korzystać tylko z gramatyki i słownika. Tam nauczył się języka angielskiego i francuskiego oraz w niewielkim stopniu włoskiego.
W 1837 roku Szajnocha wyszedł na wolność, ale zakazano mu wstępu na wyższe studia oraz zamieszkania we Lwowie. Przeniósł się do Żydaczowa do majątku swej matki. Rok później uzyskał zezwolenie na pobyt we Lwowie, gdzie zajął się samokształceniem. Obrał za główny cel swego zawodu literackiego historię. Literatury i historii nie uczono w szkołach austriackich, każdy pragnący szerszego wykształcenia musiał uczyć się poza szkołą, starano się o prywatnych nauczycieli. Szajnocha, pozyskał wkrótce dosyć lekcji prywatnych. Jednocześnie rozpoczyna dokładne badania dziejów Polski. Prowadził życie człowieka zamkniętego w sobie. W wolnych chwilach jednak spotykał się z osobami zaprzyjaźnionymi, znanymi wówczas osobistościami – Józefem i Leszkiem Borkowskimi, z poetą-historykiem Augustem Bielowskim, Janem Dobrzańskim, Kornelem Ujejskim, Karolem Balińskim, Włodzimierzem Dzieduszyckim. Należał do kół literackich, które zbierały się w domach marszałka Tadeusza Wasilewskiego, a także poety, badacza geografii ziem polskich Wincentego Pola podczas jego pobytu we Lwowie.
Jako historyk, Szajnocha zadebiutował rozprawą Pogląd na ogół dziejów polskich oraz pracą Obyczaje pierwotnych Słowian, które wydrukował w „Bibliotece Naukowego Zakładu im. Ossolińskich”. W roku następnym umieścił w tym piśmie szkic Wiek Kazimierza Wielkiego, a w „Tygodniku Polskim” publicystyczne rozprawy – Arystokracja historyczna i Obrazy lechickie. Pierwsze książkowe wydania prac pisarza to wydrukowane w 1849 r. Bolesław Chrobry i Pierwsze odrodzenie się Polski. W krakowskim „Czasie” ukazał się szkic Brody Krzyżackie. Większą ilość prac naukowych historyk wydrukował w założonym przez siebie „Dzienniku Literackim” m.in. Barbarę Radziwiłłównę, Oboźną wielką koronną i Panią podkomorzynę koronną. Dwóch ostatnich utworów autor nigdy nie włączył do wydań zbiorowych. W następnych latach dzieła Szajnochy ukazywały się najpierw na łamach czasopism, a potem w wydaniach książkowych.