Ogrody Księżyca/Bramy domu umarłych - Steven Erikson
Ogrody Księżyca -604 s.2000r. Fantastyka jako taka powinna unikać powielania schematów. Ponieważ ograniczeń właściwie nie ma, nie powinno być to raczej problemem? A jednak. Pierwsze, kładące kamień węgielny w tej dziedzinie dzieła, po dziś dzień służą za źródło zapożyczeń. Chyba nie każdy pisarz fantasy potrafi stworzyć szczegółowy, dopracowany, ciekawy i przede wszystkim spójny świat. Ta sztuka udała się jednak bardzo dobrze Stevenowi Eriksonowi, autorowi cyklu „Opowieść z malazańskiej księgi poległych”. O samym autorze nie będę się rozpisywać, a zainteresowanych odsyłam do działu- biografie, w którym znajduje się notka opisująca autora i spis jego bibliografii. „Ogrody Księżyca” rozpoczynają cykl w bardzo dynamiczny sposób. Twórca ze swym charakterystycznym stylem, niczym komentator wojenny przedstawia kolejne wydarzenia. Stawia bardzo wiele pytań- i wydaje się, że bardzo wiele pozostawia bez odpowiedzi, na wszystko jednak przyjdzie swój odpowiedni czas. Płynnie wprowadza czytelnika w ogromny, złożony świat- po kolei, po małym fragmencie pozwala go podziwiać i smakować. Sama fabuła kręci się wokół chylącej się ku końcowi kampanii Imperium Malazańskiego na kontynencie Genabackis. Ostatnim etapem tejże ma być zdobycie prawdziwego klejnotu- miasta Darudżystanu. Wojna jest wojną, dzieją się podczas niej rzeczy przerażające, ale też dokonują się podczas niej piękne akty przyjaźni i poświęcenia. Wydarzenia ciągle nabierają tempa i sprawy coraz bardziej komplikują się, zawiązując coraz to nowe wątki. Kolejne zwroty akcji poprowadzą elitarną jednostkę Podpalaczy Mostów, mieszkańców Darudżystanu, ich sprzymierzeńców oraz inne dramatis personae do decydującego aktu dramatu. I co najciekawsze, nic na końcu nie okaże się takim, jakim mogłoby się wydawać na początku. Ten mroczny świat oplata niczym pajęcza sieć- splot intryg i zależności, można powiedzieć, że pod tym względem cykl klasyfikuje się do political& war fantasy- jednak nie dotyczy to wyłącznie wydarzeń jednego czasu.
Bramy domu umarłych -604 s. -2001 r Fantastyka jako taka powinna unikać powielania schematów. Ponieważ ograniczeń właściwie nie ma, nie powinno być to raczej problemem? A jednak. Pierwsze, kładące kamień węgielny w tej dziedzinie dzieła, po dziś dzień służą za źródło zapożyczeń. Chyba nie każdy pisarz fantasy potrafi stworzyć szczegółowy, dopracowany, ciekawy i przede wszystkim spójny świat. Ta sztuka udała się jednak bardzo dobrze Stevenowi Eriksonowi, autorowi cyklu „Opowieść z malazańskiej księgi poległych”. O samym autorze nie będę się rozpisywać, a zainteresowanych odsyłam do działu- biografie, w którym znajduje się notka opisująca autora i spis jego bibliografii. „Ogrody Księżyca” rozpoczynają cykl w bardzo dynamiczny sposób. Twórca ze swym charakterystycznym stylem, niczym komentator wojenny przedstawia kolejne wydarzenia. Stawia bardzo wiele pytań- i wydaje się, że bardzo wiele pozostawia bez odpowiedzi, na wszystko jednak przyjdzie swój odpowiedni czas. Płynnie wprowadza czytelnika w ogromny, złożony świat- po kolei, po małym fragmencie pozwala go podziwiać i smakować. Sama fabuła kręci się wokół chylącej się ku końcowi kampanii Imperium Malazańskiego na kontynencie Genabackis. Ostatnim etapem tejże ma być zdobycie prawdziwego klejnotu- miasta Darudżystanu. Wojna jest wojną, dzieją się podczas niej rzeczy przerażające, ale też dokonują się podczas niej piękne akty przyjaźni i poświęcenia. Wydarzenia ciągle nabierają tempa i sprawy coraz bardziej komplikują się, zawiązując coraz to nowe wątki. Kolejne zwroty akcji poprowadzą elitarną jednostkę Podpalaczy Mostów, mieszkańców Darudżystanu, ich sprzymierzeńców oraz inne dramatis personae do decydującego aktu dramatu. I co najciekawsze, nic na końcu nie okaże się takim, jakim mogłoby się wydawać na początku. Ten mroczny świat oplata niczym pajęcza sieć- splot intryg i zależności, można powiedzieć, że pod tym względem cykl klasyfikuje się do political& war fantasy- jednak nie dotyczy to wyłącznie wydarzeń jednego czasu.