Moje drzewo pomarańczowe/ Emil ze Smalandii - Praca Zbiorowa
Moje drzewo pomarańczowe- 1968r., 163s. Mimo że książka ta rekomendowana jest przez wydawcę dla dzieci od lat 12-stu, ja jednak miałabym pewne opory z podsunięciem tej lektury dziecku w tym wielu
Emil ze Smalandii- 2004r., 103s. W Lönneberdze mieszkał chłopiec, który miał na imię Emil. Był dziki i uparty, nie tak grzeczny jak ty. Chociaż, należy przyznać, robił miłe wrażenie, kiedy się nie awanturował. Miał okrągłe, niebieskie oczy, okrągłą, rumianą twarz i jasne, kędzierzawe włosy. Wszystko to razem sprawiało, że Emil wyglądał jak prawdziwy aniołek. Ale pozory mylą.
Emil miał pięć lat, był silny jak młody byczek i mieszkał w zagrodzie Katthult we wsi Lönneberga w Smalandii. Miał ulubioną granatową czapkę z czarnym daszkiem, cyklistówkę, niezbyt ładną. Kupił mu ją kiedyś tatuś, gdy był w mieście. Emil, rzecz jasna, ucieszył się z czapki. A kiedy wieczorem miał się kłaść spać, powiedział:
- Chcę moją cyklistówkę!
Jego mama uważała jednak, że nie powinien brać czapki do łóżka, bo miejsce czapki jest na półce w sieni, ale Emil krzyknął wtedy tak, że było słychać w całej Lönneberdze:
- Chcę moją cyklistówkę!
I przez trzy tygodnie sypiał w czapce. Można i tak, chociaż takie spanie jest raczej niewygodne. Lecz najważniejsze, że Emil zawsze osiągał to, czego chciał. I był w tym skrupulatny. Przede wszystkim zaś jego mama nie osiągała tego, czego chciała.
Kiedyś mama usiłowała go nakłonić do zjedzenia fasolki szparagowej - ponieważ jarzyny są ogromnie pożywne. Ale Emil powiedział:
- Nie!
- Czy masz zamiar w ogóle nigdy nie jeść jarzyn? - spytała go mama. - Ani zieleniny?
- Chcę jeść - odrzekł Emil. - Ale prawdziwą zieleninę.
Po czym wsunął się cicho za choinkę - bo właśnie były święta - i zaczął ją obgryzać. Niebawem jednak zbrzydło mu to zajęcie, ponieważ pokłuł sobie usta.
Taki uparty był ten Emil. Chciał rządzić mamą i tatusiem, i całą zagrodą Katthult, a najchętniej i całą wsią, na co jednak mieszkańcy Lönnebergi nie chcieli się zgodzić.
- Szkoda tych Svenssonów z Katthult, że mają takiego urwisa - mówili. - Z niego to nie wyrośnie nic dobrego.
Tak właśnie mówili mieszkańcy Lönnebergi. No, ale gdyby przewidzieli, co wyrośnie z Emila w przyszłości, nikt by się nie odważył gadać w ten sposób! Wystarczyłoby, gdyby przewidzieli tylko jedno: że Emil zostanie przewodniczącym rady gminnej, kiedy dorośnie! Pewnie nie wiesz, co to znaczy być przewodniczącym rady gminnej, powiem tylko, że to ktoś najważniejszy w całej wsi.
Teraz jednak trzymajmy się raczej tego, co się zdarzyło, kiedy Emil był mały i mieszkał w zagrodzie Katthult w Lönneberdze w Smalandii. A mieszkał tam razem ze swoim tatusiem, Antonem Svenssonem, mamą, Almą Svensson, i z małą siostrzyczką, Idą. W Katthult był także parobek Alfred oraz służąca Lina. Bo w czasie kiedy Emil był mały, istnieli jeszcze parobcy i służące, i to nie tylko w Lönneberdze. Parobcy orali, doglądali koni i wołów, zwozili siano, sadzili ziemniaki, dziewczyny zaś doiły krowy, zmywały naczynia, szorowały podłogi i śpiewały dzieciom.
Teraz już wiesz, kto mieszkał w zagrodzie Katthult: tatuś Anton, mama Alma, mała Ida oraz Alfred i Lina. Ponadto dwa konie, para wołów, osiem krów, trzy prosięta, dziesięć owiec, piętnaście kur, kogut, pies i kot. No i, oczywiście, Emil.
Katthult była to niewielka, ładna zagroda z pomalowanym na czerwono domem, stojącym na wzgórzu wśród jabłoni i bzów. Wokoło ciągnęły się pola, łąki i pastwiska, i jezioro, i wielki, wielki las.