Katalog starych druków biblioteki Zakładu Narodowego im Ossolińskich T 3 I K - opr.Wiesław Tyszkowski
Historia Zakładu Narodowego im. Ossolińskich biografiami jego twórców pisana Co się tyczy urzędników Kuratorowi literackiemu podległych i ich nominacyi, podawają się następne do zachowania przepisy: a. Wchodzący do Biblioteki na jakikolwiek stopień, powinien być doskonale z obyczajności znajomy, i w potrzebie wywieść się z niej poważnemi świadectwy, równie jak z odbytych szkół aż po filozofią inclusive […] b. Na urzędy Dyrektora i Kustosza, jako wyciągającej doskonalszej biegłości i doświadczonych przymiotów, Kurator literacki dobierać ma ludzi już z nich znajomych […]. Gdyby zaś trafili się którzy jeszcze żadnego publicznego dowodu nauki swojej niedali, tacy złożyć mają dwie swoje rozprawy, jedną w łacińskim, drugą w polskim języku, w materyach przez Kuratora z historyi literatury i bibliografii krajowej wyznaczonych […] c. Co do niższych stopni w Bibliotece, Kurator proszących o nie odeszle do Dyrekcyi bibliotecznej, i zleci tejże uczynić sobie relacją o ich zdolności1 . Tak o przyszłych pracownikach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich (dalej: ZNiO) pisał w 1824 roku jego założyciel Józef Maksymilian Ossoliński. Nie sposób dziś, po 196 latach trwania tej instytucji, odtworzyć pełnej listy jej pracowników i tych, którzy przysłużyli się rozwojowi i przetrwaniu zakładu, mimo wielu przeciwności. A byli wśród nich kuratorzy, „reprezentanci potomności”, dyrektorzy, kustosze, skryptorzy, bibliotekarze, stypendyści, darczyńcy, księgarze i antykwariusze – „dostawcy książek” dla Ossolineum, introligatorzy, ale także drukarze, redaktorzy, pracownicy wydawnictwa, od 1926 roku członkowie Towarzystwa Przyjaciół Ossolineum (dalej: TPO) czy, po 1953 roku, członkowie Rady Naukowej Zakładu, a wreszcie ci, o których rzadko wspomina się w słownikach i drukowanych dziejach instytucji – woźni, szatniarze. Trudno zgodzić się z Franciszkiem Bujakiem, który w 1928 roku twierdził, że „chlubą Zakładu są nie pracowici bibliotekarze, ale zdolni uczeni, którzy w nim pracowali2 . Bowiem historię Ossolineum tworzył każdy, kto związał się z tą instytucją. Zarówno wybitni ludzie nauki, jak i zwykli pracownicy, zapewniający jej codzienne funkcjonowanie. Co charakterystyczne, zarówno we Lwowie, jak i we Wrocławiu, przez instytucję tę „przewinęła się” większość osób kończących kierunki humanistyczne, i co ważne, niemal wszyscy do końca życia czuli się „ossolińczykami”. Już przy okazji obchodów 150-lecia Zakładu Narodowego w 1967 roku, ówczesny przewodniczący Rady Naukowej ZNiO prof. Antoni Knot, prezentując stan badań nad ossolińską historią, pisał, że: „Ossolineum to nie tylko Biblioteka i Wydawnictwo, spełniające arcypożyteczne zadania oświatowe i kulturalne w służbie narodu, ale również zespół wybitnych jednostek, które na przestrzeni długich lat […] swą twórczością naukową, literacką i społeczną zapisały jedną z najpiękniejszych kart w kulturze polskiej. Dzieło ich życia należy do historii Ossolineum. I tylko w takim aspekcie należy rozpatrywać dzieje Zakładu i jedynie z takiego punktu widzenia należy ocieniać jego historiografię”3 . Zauważał też, że „wielu z nich [ossolińczyków] zasługuje na to, by poświęcić obszerniejsze studia, a często monografie. Niestety na tym odcinku konstatujemy niemal same braki i luki”4 . Autorzy popularnonaukowej publikacji Zawsze pod kopułą: 150 lat Ossolineum poświęcili pracownikom Zakładu dwa duże rozdziały – jeden „Głowom «charakterowym»” o największych osiągnięciach naukowych, drugi szeregowym „Ossolińczykom”5 . W 1992 roku na 175-lecie Zakładu ukazały się Portrety ossolińskie: antologia ....