Katalog gospodarstwa ogrodniczego - K. Eizyk- Kutno
Tradycje upraw róż w rejonie Kutna sięgają początków XX wieku. W 1912 roku bracia Eizykowie, Karol i Aron założyli w Adamowicach gospodarstwo ogrodnicze specjalizujące się w produkcji róż. Karol skończył szkołę rolniczą w Hanowerze, Aron (urodzony w 1895 roku) szkołę kupiecką . Pochodzili z Golubia Dobrzynia, miejsce na swoje gospodarstwo wybrali świadomie w centrum Polski, z dobrymi szlakami komunikacyjnymi. Karol w firmie zajmował się kontraktami i nawiązywaniem kontaktów, dziś powiedzielibyśmy marketingiem, Aron produkcją i uprawą. Nie było to do końca zgodne z ich wykształceniem, tak jakby zamienili się rolami, ale przyglądając się całemu życiu pana Arona, wiemy, że właśnie do ziemi, natury miał największe zamiłowanie. "Był oddany ziemi" mówi jego bratanek Icchak.
Gospodarstwo Ogrodnicze K.Eizyk -Kutno było świetnie zorganizowane, zatrudniało wielu pracowników. Uchodziło za najlepszy zakład produkujący róże w Polsce. Produkcja róż ruszyła w 1919 roku. Z katalogu wydanego na sezon 1938/39 wynika, że w ofercie było ponad 900 odmian róż, a wiemy, że na plantacjach, które ciągnęły się od Maliny do Kościuszkowa (dzisiejsze tereny szpitala) rosło w każdej odmianie kilka tysięcy krzaków. W ofercie są również oczka róż, krzewy ozdobne, bzy, byliny, drzewa i krzewy owocowe, krzewy na żywopłoty. Katalog ozdobiony jest zdjęciami, które wykonał fot.Krzeczanowski, Kutno. Okładkę zdobi zdjęcie Parku Traugutta. Katalog zawiera również wskazówki o hodowli róż. Jest grubą stustronicową książeczką. Widać z tego, że w ciągu dwudziestu lat II Rzeczpospolitej firma rozwinęła się bardzo, był to czas szczęścia i prosperity. Po wojnie Aron Eizyk tak pisał o tym czasie.
Wybuch II Wojny Światowej zastał on Karola w Rosji, z której w 1947 roku powrócił z żoną i dzieckiem najpierw do Polski, a potem wyjechał do Palestyny. Aron został w Polsce, z młodą żoną ( ślub odbył się w ostatnią niedzielę sierpnia 1939 roku) wyjechał do Pawłowic koło Kampinosu, gdzie pod nazwiskiem Tucholski pracował jako ogrodnik. Żona jego w 1944 roku została w łapance aresztowana, kilka miesięcy spędziła na Pawiaku, wróciła wprawdzie do męża, ale wkrótce zmarła.
Po wojnie Aron Eizyk wrócił do Adamowic, gospodarstwo prowadzone przez Niemca Winusa było tylko częściowo zniszczone, pozostała część materiału szkółkarskiego, co pozwoliło wznowić produkcję. A więc róże znów zakwitły pod Kutnem. Produkcja była już mniejsza niż przed wojną. Katalog z 1972 roku wydany na 60 lecie Gospodarstwa zawiera ofertę wielu popularnych wtedy odmian, niektóre sprowadzone zostały do Kutna dzięki kontaktom z bratem Karolem z Izraela. Pan Aron brał udział w wystawach róż, zdobywał medale, m.in. Brązowy Medal na IV Ogólnopolskiej Wystawie Róż w Warszawie w 1961 roku, na wystawach w Szczecinie i Chorzowie. Złotego Medalu nigdy nie dostał, to znaczy nie dostał go za róże. Miał jeszcze jedną pasję i miłość - ptaki i właśnie na wystawie gołębi w latach 70. w Warszawie uzyskał Złoty Medal za gołębia Białe Loki. Kochał ptaki, potrafił naśladować ich głosy, gdy wędrował po plantacji one czekały na okruchy z jego kieszeni.
Był życzliwym, dobrym dla ludzi człowiekiem, wielu udzielał materialnego wsparcia. Bardzo pomagał przy odbudowie kościoła w Wożniakowie, nie miało to znaczenia, że nie był katolikiem. Jak mówi ksiądz Jan Sposób, parokonny zaprzęg z platformą był zawsze do dyspozycji budowniczych kościoła. Dobra pamięć o Aronie Eizyku trwa do dziś wśród wielu okolicznych ludzi.
Zmarł w 1979 roku, pochowany jest na cmentarzu w Wożniakowie.
W Adamowicach zachowała się założona w 1926 roku aleja bzów w 46 odmianach. .
Agnieszka Arnold w swoim filmie "Kutno. Róże Arona" mówi, że pan Aron był czarodziejem, jego bratanek Icchak, że był dobrym człowiekiem.
Na wystawach róż w Kutnowskim Domu Kultury nie gościliśmy nigdy pana Eizyka i jego róż, mimo że wcześniej brał udział w wystawach róż organizowanych w Klubie Międzyspółdzielnianym ("Na górce").
W 1977 lub 78 roku KDK podjął próbę zaproszenia pana Arona do udziału w wystawie. Pojechałam wtedy do Adamowic. Pamiętam zarośniętą małą furtkę. Wyszedł do nas niski, skromny i cichy człowiek i grzecznie odmówił: róż jest mało, a i sił brakuje. Trudno było nalegać. Myślałam wtedy, że wkraczam w jakiś odległy świat, że naruszam prywatność i prawo do ciszy tego człowieka, którego nazwisko znał wtedy w Kutnie każdy, a którego widziałam tylko ten jeden raz w życiu.