Jeske-Choiński Teodor - Moralność naukowa, 1911 r. - Teodor Jeske-Choiński
" Zachciało się pozytywistom i ewolucyonistom stworzyć własną t. zw. niezawisłą, świecką, naukową etykę, któraby zastąpiła moralność, obowiązującą chrześcijańskie społeczeństwa przed wynalazkami mądrości pozytywistyczno-ewolucyjnej. Bo panowie ci zrozumieli, iż ani człowiek ani narody nie mogą istnieć bez jakichś wyrażanych wskazówek etycznych.
We Francyi rozpoczął eksperyment w tym kierunku Emil Littré.
Źródłem wszelkiej moralności są, według niego, dwa uczucia, dopełniające się nawzajem, konieczne do istnienia każdej „substancji żyjącej“ (substance vivante), mianowicie: egoizm i altruizm. Pierwszy służy do utrzymania jednostki — drugi zachowuje „gatunek“. Egoizm, czyli instynkt samozachowawczy uczy człowieka, że aby żyć, trzeba jeść i pić, altruizm wszczepia zaś w niego miłość do drugiej płci. Egoizm, rozwijając się i różniczkując, rozpada się z czasem na szereg podegoizmów, jak: miłość zdrowia, dobrobytu, władzy, sławy i t. d., altruizm, przechodząc także przez czyszczący ogień ewolucyi, szlachetnieje, rozszerza się, przenosi się z żony na dziecko i rodzinę, w dalszym ciągu ogarnia okolicę, prowincyę, kraj, w końcu ludzkość całą.
Mimo tak logicznie na pozór rozsnutego pochodu uczuć moralnych, począwszy od pierwotnego egoizmu zwierzęcia żerującego, aż do poświęcenia bohatera i męczennika, nie zdawała się Littrè'mu budowa jego etyki dosyć spoistą. Chociaż wmawiał w siebie i w innych, że altruizm jest tak samo właściwością wszelkiej „substancyi żyjącej“, jak egoizm, nie bardzo chyba sam w swoją hipotezę wierzył, dodał bowiem do owych dwóch podwalin jeszcze trzecią.
Ponieważ mu filozoficzne wyjaśnienie uczuć altruistycznych nie wystarczało, a nie chciał i nie mógł, jako pozytywista, wrócić do idei wrodzonych, przeto skomponował sobie jakieś uczucia wyższego rzędu, które nazwał des sentiments désinteressés, a doszedł do nich za pomocą najczystszej spekulacyi (filozoficznej), aczkolwiek pozytywizm ową „igraszkę słów“ raz na zawsze z królestwa wiedzy wykluczył. Te „uczucia bezinteresowne“ mają człowieka uczyć miłości prawdy, dobra i sprawiedliwości, a rodzą się z intuicyi (intuition irréductible, fait intuitif), doprowadzone do świadomości przez logikę.
Ani się Littrè spostrzegł, jak, dopełniając części fizyologicznej swojej etyki, znalazł się w samym środku metafizyki. Pomiarkowawszy się, że zboczył z gościńca pozytywnego, starał się dociągnąć „uczucia bezinteresowne“ do fizyologii, ale brnął już tylko coraz dalej między chwasty czczej kazuistyki, nie przekonywającej nikogo."
! Uwagi :
Oprawa lekko wytarta i zabrudzona. Brzegi stron lekko zakurzone, strony pożółkłe. Blok spójny, druk czytelny.