Dzieła Karola Szajnochy Tom I 1876 r. - Karol Szajnocha
Karol Szajnocha, syn Wacława i Marii z Łozińskich, urodził się w Komarnie pod Samborem w dniu 20 listopada 1818 roku. Dziad jego piastował stanowisko burgrabiego u księcia Lobkowitza, ojciec, z wykształcenia lekarz, porzucił zawód medyczny i osiadł w Galicji jako tzw. mandatariusz. Inaczej niż wielu jego w tym czasie rodaków — Czechów, nie wysługiwał się władzom austriackim, zżył się ze społeczeństwem polskim, nauczył się mówić po polsku i wreszcie ożenił się z Polką i spolszczył tak dalece, że dzieci wychował na Polaków. Polakiem też czuł się od lat najmłodszych Karol, który początki nauki pobierał w domu, a następnie uczęszczał do szkół średnich w Samborze i we Lwowie. W szkole średniej już starał się młody Karol zatrzeć ślady swego niepolskiego pochodzenia, zmieniając z wolna pisownię nazwiska. Jednego roku podpisywał się jeszcze: „Scheynoha de Wtellensky", w następnym zaś już: „Szejnoha de Wtellensky", aż z czasem przeszedł na demokratycznego i bardziej po polsku brzmiącego Szajnochę. W szkole uczył się doskonale i uzyskiwał nagrody, a uczęszczając jeszcze do ostatniej klasy gimnazjum we Lwowie bywał także na uniwersytecie. I słuchał wykładów historii profesora Józefa Maussa prowadząc, jedyny wśród obecnych, pilne notatki kursowe. Od lat dziecinnych bowiem czuł pociąg do historii i to go niewątpliwie skłoniło, iż w gronie kolegów szkolnych jesienią 1834 r. założył konspiracyjne „Towarzystwo Starożytności" mające na celu gromadzenie i referowanie wiadomości o istniejących w kraju zabytkach przeszłości, czyli o ruinach historycznych. „Towarzystwo" Szajnochy, acz niewątpliwie wywodzące się duchowo z wzorów filomacko-filareckich, nie miało zajmować się polityką, tym bardziej że członkami jego byli nie tylko uczniowie Polacy, ale również, i to w większości, Niemcy i Rusini. Szajnocha ułożył statut „Towarzystwa" i pierwszy przygotował materiały do odczytania na tajnych zebraniach. Wszelako rzecz się wydała i dyrektor gimnazjum, Niemiec, zamiast załatwić sprawę we własnym zakresie, z nadmiaru gorliwości wiernopoddańczej przekazał ją prezydium gubernialnemu. Prezydent, Franciszek baron Krieg, zlecił przeprowadzenie formalnego śledztwa dyrektorowi policji Sacher-Masochowi, i to w obecności specjalnego delegata z prezydium. Szajnocha przyznał się od razu do swej inicjatywy i tym samym odciążył kolegów. Wywarł też swoją postawą i charakterem tak korzystne wrażenie na dyrektorze policji, że Sacher-Masoch przedstawił w prezydium całą sprawę jako pozbawioną cech przestępczych zarówno w znaczeniu moralnym, jak i politycznym. Jednakże ze względu na tajny charakter organizacji, co było szczególnie źle widziane przez władzę dyrektor policji zaproponował dyscyplinarne ukaranie Szajnochy i pozostałych członków „Towarzystwa" przez szkołę. Prawdopodobnie więc młodzi konspiratorzy otrzymali od władz gimnazjalnych naganę lub karcer i sprawa na tym się zakończyła. Nie zasługiwałaby wobec tego na wspomnienie, gdyby nie fakt, że przy innej sprawie i następnym śledztwie w roku 1836 przyczyniła się do obciążenia młodego Szajnochy w sposób dla niego fatalny. ! Uwagi: Strony pożółkłe i zabrudzone. Blok książki jest nie spójny, druk zachowany w stanie bardzo dobrym. Oprawa zabrudzona, mocno wytarta i naddarta na brzegach. Brzegi stron są zakurzone i postrzępione.