Wyprawa metafizyczna

30 października 2019 kasia-aksamit 4 min read Brak Komentarzy

Wyprawa metafizyczna

30 października 2019 Katarzyna Aksamit No Comments
Czy może zdarzyć się, że ludzie o szczególnej wrażliwości odbierają echa dawnych wydarzeń, które w jakiś sposób wciąż rozgrywają się między nami? Niech za słowo wstępne posłuży mi tym razem odpowiedź na to pytanie. Tak, zdecydowanie tak. Powiem więcej – nie tyle może się zdarzyć, co zdarza się. Cały czas. Zapraszam na wyprawę metafizyczną.

Powieść prezentuje się bardzo okazale, jeśli chodzi o gabaryty. Ma pięknie zaprojektowaną okładkę i ciekawą notkę redaktorską. Na pierwszy rzut oka kusi słodką wonią czegoś, co najprawdopodobniej dobrze się sprzeda. Rozpoczynając lekturę mam mieszane uczucia, bo jednak ta handlowa otoczka trochę mnie odstrasza, ale pierwsze słowa rozwiewają wszelkie wątpliwości. Tekst jest bowiem nieziemsko dobry. Jest doskonały od początku do końca. I od razu zaznaczę, że wyraz ‘nieziemski ‘ staje się tutaj kluczem do najdalszych nawet zakątków interpretacyjnych, bo to, o czym się tutaj opowiada, w istocie nie jest w żaden sposób ograniczone ziemską powłoką. Nastrój mi się więc udziela i od razu zaczynam się zastanawiać nad przechodzeniem fali w materię, nad oddzielaniem duszy od ciała ( za życia rzecz jasna), nad cząsteczkami kosmicznego pyłu, który pamięta ‘wielki wybuch’, i z którego wszystko jest zbudowane. Również ludzie i ich szeroko pojęty wewnętrzny świat, a może właśnie przede wszystkim ludzie. Tak, to jest dokładnie ten poziom abstrakcji. Poziom, który zdaje się oddziaływać na jakieś kompletnie nieznane płaszczyzny umysłu, który wierci dziury w mózgu. Ale po kolei… Bohaterem głównym, co stanowi pewnego rodzaju innowację na współczesnym gruncie, jest miejsce. Klasztor kartuzów i jego dzieje. Osobliwa kronika prowadzona od roku 1379 do 2015. Opowieść spisana z detaliczną dbałością o historyczną wiarygodność. Przetaczające się dostojnie wojny i epidemie, starodawne zawody, jak choćby kat, idealnie oddana atmosfera poszczególnych epok. A to wszystko skontrastowane ze współczesną formą językową, z dialogami, które moglibyśmy wypowiadać dzisiaj, z niezmiernie rzadko pojawiającymi się archaizmami. Zabieg ten daje niepokojące wrażenie płynności, zmienności polegającej na powrotach w to samo miejsce, na cyklach, które boleśnie zaburzają oswojoną linearność egzystencji. Miejsce, które wraca we wspomnieniach i snach. Energia, która zdaje się przenikać czasoprzestrzeń. Mistycyzm połączony z dywagacjami naukowymi. Fizyka kwantowa okraszona szelmowskim uśmieszkiem duchowości. A przedziwnym ucieleśnieniem tej niezwykłej mieszaniny staje się błękitny kot. Zwierze będące tajemniczą konstrukcją niezwykłych genów i kosmicznej energii.

Motywy mądrości zwierzęcej są mi bardzo bliskie i chętnie się do nich odnoszę. Zwierzęta obserwujące ludzi z rozwagą, nonszalancją, a czasem również pogardą, zazwyczaj wprowadzają do tekstu specyficzną symbolikę. W Przyczynku do historii radości były jaskółki, w Dzikości pojawiły się insekty i szczury. Tutaj mamy koty. Niebieskie. Dostojne stworzenia, które towarzyszą bohaterom podczas ich ziemskich wędrówek, i które przypominają o pewnej cykliczności losów wszechświata. Wszystko jest bowiem jedną materią, wszystko składa się z identycznych atomów, a kosmiczny gen, który wędruje przez pokolenia odzywa się najczęściej w istotach dziwnych, trudnych, tajemniczych.

Autorka z wielką skrupulatnością skupia się na detalu historycznym i choć, rzecz jasna, ja najmocniej odczuwam tutaj średniowiecze, to i inne okresy mają też swoje pięć minut. Z ogromną radością stwierdzam jednak, iż utwór, mimo oczywistych skojarzeń, nie przypomina Imienia róży na poziomie stylistycznym. W tej opowieści nie chodzi bowiem o semantyczne labirynty i kunsztowne zagadki kryminalne. Tutaj mamy do czynienia z pewnym procesem, z magicznym przenikaniem. Natomiast atmosfera jest jak najbardziej zbliżona do dzieła Umberto Eco. Mamy więc zimne klasztorne mury, refektarze, nieszpory, worki pokutne i całą bezwzględną ascezę tamtych czasów. No i pojawia się wątek absolutnie zachwycający, a mianowicie – zakazane księgi! Dzieła palone, niszczone, ukrywane, spisywane w najgłębszej tajemnicy. Dzieła, które dzięki nie do końca racjonalnym konfiguracjom narracyjnym, spełniają bardzo nietypowe funkcje. Stają się np. posłaniem dla rodzącej kotki, lub podstawką pod głowy dla kata. Cóż, metafizyka totalna, osmoza rozmaitych energii i przesłanie, które jawi się jako coś w rodzaju harmonii ukrytej w chaosie.

Lubię książki, które stają się azylem dla różnorodności. Lubię bizantyjskie formy leksykalne, które łączą w sobie najrozmaitsze wątki. Pewnie dlatego tak bardzo podoba mi się ta nieco magiczna historia. Odnajduje w niej bardzo wiele płaszczyzn literacko wręcz idealnych. Natomiast postać zakonnicy, która po tym jak zostaje zamurowana w pustelni, oddaje się praktykom z pogranicza NDE i przenika przez ściany, aby uzdrawiać miejscową gawiedź, jest najzwyczajniej w świecie doskonała. Ale… uwaga, uwaga… jak wiadomo, niektóre sytuacje nigdy się nie kończą i trwają np. w naszych snach. Nie jest więc wykluczone, że matka Alma kogoś cichaczem nawiedzi. Zresztą całkiem niedawno znaleziono podobno w zaroślach dzikiego kota. Niebieskiego.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Brak Komentarzy

Odpowiedz

NEWSLETTER

Planujesz czytać więcej książek, ale nie masz pomysłu jakich? Chcesz śledzić wydarzenia czytelnicze? Potrzebujesz pomocy w ocenie własnej twórczości? Z NAMI TO WSZYSTKO JEST MOŻLIWE! Bądź na bieżąco z artykułami, zapisując się do newslettera.

NAJNOWSZE WPISY

KALENDARZ

KĄCIK LITERACKI

RECENZENCI

Justyna Zarzycka

To lektura nie tylko dla miłośników Z Archiwum X, to też erudycyjna książka, której Autor próbuje uchwycić, co dzieje się, gdy ludzie stają w obliczu tajemnic, a odniesienia historyczne uświadamiają, że jeszcze nie tak dawno było znacznie więcej niewyjaśnionych historii…

Justyna Zarzycka

Prowadzona w pierwszej osobie (i – co jest rzadkością – w czasie teraźniejszym, co służy zdynamizowaniu akcji) narracja pozwala Czytelnikowi oglądać wydarzenia z perspektywy bohaterki, a jednocześnie wyciągać własne wnioski. Ten thriller psychologiczny jest też wbrew pozorom dobrą lekturą dla odprężenia.

Małgosia Kowalska

Dziecko ma prawo do szacunku - wyrecytował. - Dziecko ma prawo do rozwoju. Dziecko ma prawo do bycia sobą. Dziecko ma prawo do smutku. Dziecko ma prawo do nauki. I wreszcie dziecko ma prawo do popełniania błędów.

Justyna Zarzycka

Co znamienne, sam Manson nie znalazł się w centrum uwagi Meredith, uznała go za psychopatę; był inicjatorem zbrodni, ale to wykonawcy, a właściwie wykonawczynie jego poleceń stały się obiektem studiów. Co sprawiło, że przeciętne młode kobiety stały się oprawcami? Uległy odczłowieczeniu, stając się swoistymi marionetkami, za których sznurki pociągał Manson?

Justyna Zarzycka

Czytelnik poznaje różne historie i rozmaite punkty widzenia; to nie są tylko opowieści o adrenalinie, która uzależnia, ale i wnioski wyciągnięte z tego, co się widziało, uświadomienie sobie, jaką wartość mają rzeczy, które szczęśliwsi ludzie, znający wojnę jedynie ze słyszenia, traktują jako normalne, jak jedzenie czy woda do picia.

×
shares