Igor Kostin, wybitny fotoreporter o niezwykłej biografii (jeśli ktoś ma ochotę, może zacząć lekturę od spisanej przez Kostina własnej historii, zamieszczonej na końcu książki), opowiada zwięźle i zarazem dramatycznie o sprawie Czarnobyla, z którą zetknął się od razu po awarii elektrowni atomowej – choć myślał, że wyjeżdża robić zdjęcia „zwykłego pożaru”, że to dzień jak co dzień – i którą wytrwale dokumentował, nie bacząc na coraz większe dawki promieniowania i walkę z chorobą popromienną.
Dzięki relacji Kostina Czytelnik poznaje tzw. likwidatorów – mieli zlikwidować skutki wybuchu – którzy „oddali do dyspozycji władz jedną z niewielu rzeczy, jakie można było jeszcze posiadać w Związku Radzieckim – swoje życie”; „koty dachowce” – tych z oddziałów mierzących poziom napromieniowania; historię propagandowych posunięć zmierzających do zanegowania lub zafałszowania zdarzeń i przymusowych wysiedleń… Długo by można wyliczać. Wrażliwość Kostina sprawiła, że starał się rejestrować wszystko – również wisielczy humor Czarnobyla.
Ta „spowiedź reportera” to nie tylko suche świadectwo, ale i refleksja. Igor Kostin wyciąga wnioski, z tego, co widzi i przeżywa. Co ciekawe, dobitnie wskazuje na związek katastrofy w Czarnobylu z rozpadem Związku Radzieckiego.
Nie bez powodu mottem książki są słowa Rolanda Barthesa: „Obiektyw fotografa ma służyć nie wyobraźni, lecz pamięci”; same już zdjęcia robią niezwykłe wrażenie, przywołując obrazy tragedii i ludzkich zmagań, mających ograniczyć skutki katastrofy. Jednak wzbogacone o komentarz i opis, jak, kiedy i dlaczego były robione, są czymś więcej niż tylko dokumentacją, stanowią ostrzeżenie i materiał do przemyśleń. Pamięć, zdolność uczenia się i wyciągania wniosków są ze sobą powiązane.
Książkę Kostina znajdziecie pod tym linkiem: https://tezeusz.pl/czarnobyl-spowiedz-reportera-igor-kostin


Brak Komentarzy