Namiętność pamięci i pamięć o namiętności

9 kwietnia 2019 Katarzyna Aksamit 7 komentarzy

Bowiem życia nie można znosić w inny sposób, niż ze świadomością, że godzimy się z tym wszystkim, co znaczymy dla siebie i dla świata. (…) Musimy znosić nasz charakter, naszą naturę, (…). Trzeba znosić i to, że nasze pragnienia nie znajdują odzewu w świecie.

Jeżeli sentencja tego typu staje się tym, co jako czytelnik odbieram najintensywniej, najbardziej emocjonalnie i osobiście, to właściwie można by uznać, że dalsze dywagacje są pozbawione sensu. Kiedy podejmuję się pisania o książce wybitnej, genialnej, absolutnie nietuzinkowej, zawsze mam poczucie pewnego onieśmielenia, zawsze boję się, że temat mnie przerośnie, że wpadnę w truizmy, że nie ucieknę przed banałem. Tak było, kiedy mierzyłam się z Traktatem u łuskaniu fasoli, i tak jest również w tym przypadku, a fakt, że proza Myśliwskiego była pierwszym skojarzeniem, gdy rozpoczął się monolog jednego z bohaterów, ma tutaj pewnie swoją rangę. Napiszę jednak o tym utworze. Zrobię to, ponieważ najzwyczajniej w świecie jestem na Autora zła i chcę, aby zezłościło się na niego jeszcze kilka osób. O co się tak unoszę? Z czego wynika to dziwne uczucie? Sprawdźcie sami, a jak już się dowiecie, co jeden z bohaterów bezceremonialnie wrzuca w ogień, jak już zostaniecie sam na sam z pytaniami najcięższej wagi i przeklniecie w duchu zakończenie, to jestem głęboko przekonana, że nikt nie będzie miał odwagi kwestionować geniuszu Autora. Nikt.

Sándor Márai (1900-1989 r.) – węgierski prozaik, poeta, publicysta, autor licznych powieści i prowadzonego od 1943 do samobójczej śmierci Dziennika.

Skoro już o Myśliwskim mowa… Tak się składa, że proza węgierskiego pisarza i naszego rodzimego twórcy ma wiele wspólnego. Nie chcę dochodzić kto na kim mógłby się wzorować, gdyż głęboko wierzę, że podobieństwo nie jest zamierzone. Tekst, który mnie zachwyca, zawsze pozostaje w moich myślach dziełem nieskalanym i nie zmieni tego nawet fakt, że skojarzenia są tutaj wręcz oczywiste. Od pewnego momentu zaczyna się więc dość długi monolog jednego z bohaterów przerywany czasami półsłówkami drugiej strony. Wywód ma charakter mocno refleksyjny, jest zabarwiony filozoficznie i przecinany tu i ówdzie dygresjami natury psychologicznej. Rola słuchacza zostaje mocno zredukowana, ale to przecież on, podobnie jak u Myśliwskiego, zna tajemnicę, wie gdzie leży sedno sprawy. Pięknie się w tej książce mówi o życiu, o ludzkich skłonnościach, o determinacji i namiętności, która w pewnym momencie staje się zresztą główną bohaterką. Dwóch starców podejmuje próbę rozliczenia się z przeszłością , dotarcie do prawdy okazuje się jednak zadaniem karkołomnym, gdyż swoją opowieść snuje tak naprawdę tylko jeden z nich. Czy jego wersja jest prawdziwa? Do czego doszło w pewnym niezwykle osobliwym trójkącie miłosnym? Dlaczego ktoś chciał zabić swojego przyjaciela? I czy naprawdę był gotów to zrobić? Pamięć bezlitośnie zawodzi naszego mówcę. Wprawdzie odtwarza większość detali z fotograficzną wręcz dokładnością, ale nie ma rozeznania w sprawach kluczowych. Jest pełen buty i gniewu, ale nie wie co tak naprawdę się wydarzyło. Pamięć – motyw, który się nie dezaktualizuje. Proust – mój wyrzut sumienia, bo nigdy nie udało mi się przeczytać nawet jednego tomu W poszukiwaniu straconego czasu. Huelle – tu już jest lepiej, gdyż Weisera Dawidka lubię i cenię. Taki właśnie klimat dominuje w utworze Węgra. W odbiorze całości natomiast najistotniejsze staje się pytanie- czy pamiętamy prawdę, czy też może kluczymy po omacku we mgle własnych rojeń i mocno subiektywnych interpretacji tego co się wydarzyło?

Nastrój panujący w książce jest ciężki, przygnębiający, utrzymany w ciemnych, przyćmionych barwach. Już sam fakt, że rozmawiają ze sobą starcy, którzy nie koloryzują ponurej świadomości zbliżającej się śmierci, staje się dla czytelnika wizją pesymistyczną aż do granic znudzonego dekadentyzmu. W napisane kunsztownym językiem zdania stopniowo wkrada się nihilizm, który z czasem zdominuje pozostałe tropy interpretacyjne. Oczywiste pytanie – po co to wszystko? – zdaje się wybrzmiewać w każdym smutnym wniosku bohatera wygłaszającego monolog. Tak naprawdę każde działanie sprowadza się przecież do jednego… Sceneria kojarzy mi się ze starymi wnętrzami, z pokojami dawno zmarłych osób, których od lat nikt nie sprzątał. Osią akcji są dwa tajemnicze spotkania. Pierwsze w gronie trzech osób, drugie, po ponad czterdziestu latach, już w okrojonym składzie. Wystrój ma być odzwierciedleniem minionych wydarzeń – te same świece, potrawy, wyuczone gesty. I tylko jedno miejsce przy stole pozostaje wymownie puste. Konwencja, która działa na zmysły, wywołuje dreszcze, sprawia, że czytelnik napina mięśnie. I choć książce daleko do idei klasycznego thrillera, to tajemniczy niepokój udziela się odbiorcy praktycznie od pierwszych stron. Misternie skonstruowana i arcyciekawie opowiedziana historia. Genialny na każdym poziomie utwór. Do czytania, do zaczytania się bez pamięci, do refleksji, do przemyśleń i sentymentalnych wędrówek po zamglonych ścieżkach pamięci.

A jednak, mimo wszystko, jestem na Autora zła. Dlaczego? Bo bezczelnie pozostawił mnie bez odpowiedzi, których oczekiwałam, a jednocześnie bardzo wyraźnie dał odpowiedź, która wcale mi się nie podoba. To złość abstrakcyjna, bo pełna pokory i szacunku. Złość twórcza i refleksyjna zarazem. Trudny to tekst. Trudny i wymagający. Piękny w nieoczywisty sposób. Nie bójmy się takich przekazów. Miejmy odwagę sięgać po ekstremalne tematy.

Drobniejsze od prochu i popiołu będzie wszystko to, co niegdyś było faktem.

No to jak będzie? Dacie się wciągnąć w nastrojowy mrok dyktatury złudnej i niepokornej pamięci? Skusicie się na oryginalne w swojej prostocie riposty zwalające z nóg? Uwierzycie, że ambitna literatura jest dla ludzi, a nie dla elitarnej kapituły tzw. znawców tematu?
Jest tu ktoś, kogo już znudziła komercyjna miazga pisana na zamówienie? Ktoś, kto chciałby swoją przygodę z literaturą zmodyfikować pod kątem jakości wybieranych lektur? Innymi słowy – chcesz na polu książkowym zacząć wszystko od początku? Jeśli tak, proponuję – zacznij właśnie od Żaru. Gwarantuję – nie wrócisz do tego co było.

Kasia z Czytam i znikam – czytanie ma wpisane w DNA. Książki są jej najwierniejszymi przyjaciółkami. Jedynym etapem, na którym nie czytała, było wczesne dzieciństwo, kiedy to nie znała jeszcze liter. Na szczęście nie pamięta tych mrocznych czasów.
Z wykształcenia jest polonistką, z zamiłowania czytelniczką. Bloguje w wolnych chwilach, czyli rzadko. Wychowuje młode pokolenie zaczytanych, tzn. ma dwie córki, które czytają na tyle dużo, że są widoki na książkoholizm w przyszłości.

 

 

7 komentarzy

  • Czepiam się książek 15 kwietnia 2019 at 10:21

    „Czy pamiętamy prawdę, czy też może kluczymy po omacku we mgle własnych rojeń i mocno subiektywnych interpretacji tego co się wydarzyło?” – świetne pytanie, myślę, że po części jedno i drugie. Bardzo lubię historie, w których pojawia się motyw (nie)pamięci i na pewno wezmę sobie do serca Twoją rekomendację i przeczytam „Żar”. Na marginesie, „Dawidka Waisera” też mam na liście.

    Bardzo dobra recenzja. Obszerna, ale – mam wrażenie – nie zdradza tego, co kluczowe. Rozbudziłaś moją ciekawość. A powinowactwo z prozą Myśliwskiego jeszcze dodatkowo ją rozpala.

    P.S. Przypuszczam, że miejscu „uwierzycie, że ambitna jest dla ludzi”, zjadło się słówko 'literatura’. 😉

  • TosiMama 15 kwietnia 2019 at 20:17

    „Traktat o łuskaniu fasoli” bardzo mi się podobał, więc myślę, że i ta książka przypadłaby mi do gustu.

    • Tezeusz 17 kwietnia 2019 at 07:34

      Istnieje duże prawdopodobieństwo! 🙂

  • pożeram strony 15 kwietnia 2019 at 21:45

    Jaka piękna okładka. Swoją drogą pierwszy raz słyszę o tym tytule

  • Zielona Małpa 15 kwietnia 2019 at 22:32

    Nie czytałam Żaru. Nawet nie słyszałam do tej pory o tej książce. Czasem warto postawić sobie pewne pytana, czasem warto pozwolić zadać je nam przez kogoś innego. A odpowiedź nie zawsze musi nas satysfakcjonować. Wystarczy, że obudzi w nas iskrę do dalszych rozważań 🙂

    • Justyna Dragosz 17 kwietnia 2019 at 07:32

      Ładnie napisane. 🙂 Wydaje się, że literatura węgierska, czeska wciąż czeka na swój moment. 🙂

    Odpowiedz


    The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

    ×