Łowca autografów, Alex-Li Tandem, jest obywatelem brytyjskim, synem lekarza chińskiego pochodzenia i Żydówki, „Należy do pokolenia, które widzi się jak na ekranie telewizora”. Od pierwszych zdań książki – a nawet od mott (oryginalne zestawienie Franza Kafki i Marilyn Monroe) Autorka wrzuca Czytelnika na głęboką wodę, a może raczej stawia twarzą z twarz z totalnym chaosem, którym jest dla niej zarówno rzeczywistość, jak i sposób jej postrzegania i przeżywania: zupełnie jakby pietruszka trafiała w wentylator, choć przypuszczam, ze Zadie Smith użyłaby innego słowa niż pietruszka.
Powieść nie próbuje postawić diagnozy rzeczywistości, w której żyjemy, ogranicza się raczej do rejestrowania objawów zamętu i bezradności. Interesujące wydaje się przede wszystkim to, co jest związane właśnie z „autografami” – prawdziwymi, fałszywymi, zbieranymi przez fanów, ale nie tylko. Świadomie użyłam cudzysłowu: każdy pozostawia swój autograf, po prostu przeżywając życie. „Myślę, że powinniśmy być obecni, w pełni obecni” – to kwestia dialogowa padająca pod koniec tej powieści: być może wniosek, nawet przesłanie, ale równie dobrze można na to spojrzeć jak na kpinę – czy my naprawdę potrafimy być obecni czy tylko przechodzimy obok swojego życia?
Jeśli lubicie prozę Zadie Smith, zapraszamy na www.tezeusz.pl po więcej. 🙂
Zadie Smith, Łowca autografów


Brak Komentarzy